czwartek, 6 grudnia 2018

Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy

Panuje powszechna opinia, szczególnie widoczna w polskich mediach, że Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy – fundacja założona w 1993 roku -  polaryzuje polskie społeczeństwo. Moim zdaniem, nie ma nic bardziej mylnego. Badania opinii publicznej i liczne sondaże wykazują jednoznacznie, że ogromna większość Polaków, także tych rozsianych po całym świecie, bardzo pozytywnie ocenia całą działalność WOŚP i jej charyzmatycznego lidera Jurka Owsiaka. Skąd zatem bierze się ta negatywna opinia o polaryzacji społeczeństwa? Czy charytatywna działalność WOŚP i rekordowe zbiórki pieniędzy na sprzęt medyczny nie są dostatecznym dowodem na wielką popularność, poparcie społeczne, wymierne efekty działalności  i wielką wiarygodność WOŚP? Szukanie odpowiedzi na to pytanie nie jest proste. Głównymi przeciwnikami i krytykami WOŚP są siły prawicowe, które chcą zbić polityczny kapitał na swojej niewybrednej i często agresywnej krytyce WOŚP, oraz polski Kościół, który dostrzega w WOŚP wielkiego konkurenta dla swojej działalności charytatywnej. Powszechna opinia o polaryzacji społeczeństwa wynika z niezwykłej aktywności wszystkich przeciwników Jurka Owsiaka i jego fundacji: prawicowych polityków, dziennikarzy i publicystów oraz wielu księży katolickich. Nagonka na WOŚP jest prowadzona także szeroko na portalach społecznościowych, i tam szczególnie krytyka Orkiestry Owsiaka przybiera bardzo często charakter, dla mnie niewytłumaczalnych i niezrozumiałych, obraźliwych wypowiedzi czy wręcz ataków nienawiści. Polskie społeczeństwo jest mocno spolaryzowane i podzielone, podziały te są głębokie, bardzo widoczne i odczuwalne, ale to nie WOŚP jest przyczyną tej polaryzacji. W żadnym wypadku tak nie jest. Sukcesy Orkiestry są bezsporne, rekordowe zbiórki pieniędzy świadczą o wielkim poparciu Polaków, ich gotowości do pomocy, spontaniczności w organizowaniu kolejnych finałów, chęci uczestnictwa w imprezach WOŚP oraz gotowości do zbiórek pieniędzy na charytatywne cele. Pozytywnym jest fakt, że, choć w mediach przetacza się ogromna fala krytyki działalności WOŚP, to Polacy nic sobie z tej krytyki nie robią i w dalszym ciągu są niezwykle aktywni jako wolontariusze WOŚP i wspaniałomyślni we wspomaganiu finansowym Orkiestry.

Od samego początku popieram wszelkie działania sztabów WOŚP w Niemczech. Sztabów jest już dziewięć: Berlin, Bonn, Darmstadt-Frankfurt, Gelsenkirchen, Hanower, Karlsruhe, Monachium, Norymberga i Oberhausen. Szczególną sympatią darzę poczynania hanowerskiego sztabu WOŚP, zawiązanego w 2017 roku z inicjatywy młodej, uroczej i pełnej pomysłów Darii Adamczyk, której udało się zarazić pomysłem i zebrać wokół siebie wielu zamieszkałych na stałe w Hanowerze i okolicach Polaków, otwartych na działalność charytatywną na rzecz polskich szpitali i chętnych do społecznej pracy. Hanowerski sztab WOŚP ma już za sobą pierwszy inaugurujący 26 Finał i ogromny finansowy sukces w wysokości 99.995 złotych i 24 groszy. Łącznie podczas tegorocznego 26 Finału WOŚP zebrano niesamowitą sumę 126.373.804 złotych i 34 groszy.

Sukces finansowy to efekt pracy bardzo wielu ludzi: organizatorów, wolontariuszy, darczyńców, sponsorów, artystów i uczestników Finałów, ale ja zaryzykuję stwierdzenie, że każda działalność charytatywna, choć jest efektem aktywności społecznej wielu, to jednak charyzmatyczny lider odgrywa szczególną rolę i jest magnesem, który przyciąga tłumy. Taki jest Jurek Owsiak i taka jest Daria Adamczyk oraz, mam nadzieję,  wszyscy inni szefowie sztabów WOŚP w Polsce (1567 sztabów krajowych) i na całym świecie (84 sztaby zagraniczne). Polacy mają wiele narodowych przywar ale, choć są bardzo nieufni także w kwestii zbiórek pieniędzy, to jednak zaufali Jurkowi Owsiakowi tak dalece, że pozwolili się porwać i zespolić swoje siły dla fantastycznej idei, która od ponad 26 lat łączy Polaków i przyczynia się do znacznej poprawy w wyposażeniu polskich szpitali w aparaturę medyczną. W styczniu 2019 odbędzie się kolejny 27 Finał WOŚP, zarówno w Polsce, jak w najdalszych zakątkach świata. Hanowerski sztab WOŚP zaprasza 5 stycznia do Hanoweru, gdzie w gościnnych progach Freizeitheim Döhren (An der Wollebahn 1, 30519 Hannover) zrealizowany zostanie kolejny Finał WOŚP. Dla zainteresowanych podaję link do konta sztabu na Facebook, gdzie można uzyskać wszelkie informacje Sztab WOŚP Hannover




wtorek, 20 listopada 2018

Miniatury jesienne

Późna jesień to konfrontacja z własnym przemijaniem, ale także przypomnienie, że piękno zawdzięcza swój urok właśnie przemijaniu, tak jak ostatnie strony wspaniałej powieści, ostatnie dni wakacji czy ostatni akt spektaklu teatralnego. Im bliżej końca, tym intensywniejszym staje się to doświadczenie piękna. Wraz z opadającymi liśćmi powraca do nas bardzo wyraźnie słodko-gorzka świadomość tego faktu. Tak jak opadająca powoli poranna mgła odkrywa uroki przyrody, tak jesienne dni odkrywają przed nami nasze własne życie, ze wszystkimi jego urokami i problemami, sukcesami i porażkami. Dzisiaj publikuję kilka jesiennych miniatur, materiał dla jesiennych przemyśleń, najlepiej w towarzystwie przyjacielskiej duszy przy parujących filiżankach gorącego kakao lub czekolady.




sobota, 17 listopada 2018

Miniatury poetyckie

Miniatura poetycka to lapidarna i ascetyczna konstrukcja literacka. Oszczędność słów oraz brak wyraźnego początku i końca są zamierzone aby uchwycić to, co najważniejsze. Miniatura poetycka jest dla każdego twórcy trudną formą, ponieważ wymaga od niego dużej dyscypliny słownej oraz wykorzystania wszystkich bez wyjątku zmysłów. Oczekiwanym przez twórcę efektem końcowym jest możliwie pełne zjednoczenie obu wyobraźni, autora i czytelnika.




wtorek, 6 listopada 2018

Listopadowy blues

Dni stają się coraz krótsze a wieczory dłuższe – rozpoczyna się najbardziej melancholijna, zimna, mglista, wilgotna i ciemna pora roku. Im ciemniejsze dni, tym bardziej ponurym staje się nastrój bardzo wielu ludzi. Liczne badania naukowe wykazały, że w Europie Środkowej około 10% populacji uskarża się późną jesienią i zimą na permanentne zmęczenie, brak energii życiowej, brak koncentracji oraz zwiększony apetyt na węglowodany. To powszechne zjawisko można łatwo wyjaśnić: przyczyną złego samopoczucia są zmienione warunki świetlne. Na ciemność reaguje przede wszystkim szyszynka - jeden z gruczołów wydzielania zewnętrznego, która uwalnia hormon snu czyli melatoninę. Im wyższy poziom melatoniny, tym gorszym staje się nastrój. Ze względu na niski poziom nasłonecznienia zmniejsza się także poziom hormonu tkankowego czyli serotoniny, która współdziałając z melatoniną reguluje sen, apetyt a także ciśnienie krwi, temperaturę ciała i potrzeby seksualne. Niski poziom obu hormonów może powodować niezwykłe i długotrwałe zmęczenie a nawet uwalniać zachowania depresyjne, impulsywne lub zgoła agresywne.

Receptą na listopadowy blues są: więcej światła i ruch na świeżym powietrzu. Każda okazja jest dobra aby wzmocnić układ odpornościowy i nasycić organizm światłem słonecznym. Mnie osobiście nic nie może stanąć na drodze (może tylko huragan lub gradobicie) aby nie wyruszyć na codzienny spacer - pokonuję wtedy dystans około 10 kilometrów szybkim marszem lub wycieczkę rowerową - w tym wypadku zwiększam dystans do 15 kilometrów. Nawet gdy niebo jest pochmurne natężenie światła wynosi 1000 luksów rano i 3000 luksów w południe, natomiast w pomieszczeniach zamkniętych wynosi zaledwie 100 do 300 luksów. Dziesięciokrotnie więcej światła oraz poczucie komfortu pozytywnego wyczerpania, wynikającego z długich spacerów na świeżym powietrzu i innych ćwiczeń wysiłkowych, zarówno na zewnątrz jak wewnątrz, powodują znaczną poprawę mojego nastroju i utrzymują go na codziennym wysokim poziomie przez całą jesień i zimę.

Czasem pomaga mi pisanie wesołych tekstów, jak ten dzisiaj publikowany. Komiczność tego tekstu wynika w pierwszej linii z faktu, iż cztery pory roku zamieniły się między sobą rolami i nie odpowiadają już w 100% swoim kryteriom klimatycznym i meteorologicznym, tak jak to dawniej bywało, gdy wiosna była wiosną a lato latem, jesień jesienią a zima zimą. Dzisiaj to, co w kalendarzu niekoniecznie musi odpowiadać temu, co za oknem.



wtorek, 16 października 2018

Międzynarodowe Targi Książki. Frankfurt nad Menem, 10-14.10.2018

Międzynarodowe Targi Książki we Frankfurcie nad Menem (niem. Frankfurter Buchmesse) to nie tylko największe i najważniejsze na świecie targi branży wydawniczej, to także wielkie wydarzenie towarzyskie i kulturalne. Już po raz 70-ty spotkali się we Frankfurcie wydawcy, pisarze, księgarze, bibliotekarze, dziennikarze oraz oczywiście entuzjaści książek. Pierwsze powojenne Targi Książki odbyły się we Frankfurcie w 1949 roku w bardzo skromnych warunkach w pomieszczeniach kościoła św. Pawła w centrum miasta, gdzie zaledwie 205 wydawców z całych Niemiec zaprezentowało swoje jeszcze bardzo skromne propozycje książkowe. Tegoroczne Targi Książki odbyły się we wspaniałych halach targowych i przyciągnęły ponad 7300 wydawców ze 100 krajów, którzy zaprezentowali około 400.000 tytułów. Targom towarzyszyły setki jeśli nie tysiące imprez a liczba odwiedzających targi przekroczyła 300.000 osób.  Polskie stoisko we Franfurcie prezentowało dorobek 48 polskich wydawców; stoisko prezentowało się bardzo dobrze, a śladów polskiego kryzysu czytelnictwa książek próżno było na tym stoisku szukać. Wiele polskich książek przyciągało uwagę odwiedzających ale ogólnie zainteresowanie polską książką było bardzo wybiórcze, powiedziałbym, że tylko znani i często tłumaczeni autorzy cieszyli się większym zainteresowaniem.

Czytelnictwo w Niemczech utrzymuje się nadal na wysokim poziomie, ale ostatnimi laty przeżywa także pewien kryzys, chociaż może nie tak dramatyczny jak w Polsce. Liczba czytelników książek w Niemczech z roku na rok powoli się zmniejsza, szczególnie wśród grupy ludzi do lat 49 ale za to rośnie wśród czytelników starszych wiekiem. Prężnie rozwija się rynek książek dla dzieci i młodzieży oraz rynek wydawnictw elektronicznych.

Frankfurckie Targi Książki są doskonałą okazją do wymiany doświadczeń, interesujących i inspirujących spotkań z autorami i wydawcami, możliwością poznania nowych trendów i tematów w literaturze oraz dowodem na to, że książki, zarówno te drukowane na papierze, jak te w zapisie elektronicznym, cieszą się nadal zainteresowaniem ludzi, którzy chcą wiedzieć więcej o sobie i otaczającym ich świecie. Pomimo ogromnego zainteresowania, atmosfera wśród wystawców była wyraźnie przygaszona i wielu mówiło już otwarcie o kryzysie w branży książkowej.




piątek, 5 października 2018

In Vino Veritas

Któż nie zna tego łacińskiego powiedzenia, że w winie tkwi prawda lub bardziej swojsko, że wino rozwiązuje język. Chyba nie ma drugiego takiego napoju nas świecie, który byłby bardziej uwodzicielski i zachęcający do delektowania się niż wino. Z całą pewnością wynika to z różnorodności gatunków wina, które produkowane są z setek odmian winorośli przez tysiące producentów ale także z różnorodności warunków klimatycznych i geologicznych, które wpływają na smak wina. Nawet wino z tego samego stoku, wyprodukowane przez tego samego winiarza, może smakować zupełnie inaczej przez kolejne lata. Ponadto wiele zależy od prawidłowej temperatury wina, używanych kieliszków i rodzaju potraw, do których serwowany jest ten trunek. 
Przez wiele lat pokutował pogląd, że wino, szczególnie czerwone spożywane w małych ilościach, ma spory wpływ na zdrowie człowieka, dzięki fenolom zawartym w skórce winogron, które działają przeciwzapalnie i zapobiegają starzeniu się. Z najnowszych badań wynika jednak, że zawartość fenoli jest zbyt niska aby uzyskać jakiś znaczący efekt, ale mit pozytywnego wpływu czerwonego wina na zdrowie tkwi uparcie w świadomości społecznej. Moim zdaniem, to nie ilość lecz jakość i odpowiedni dobór wina do spożywanych posiłków, jego optymalna temperatura i metoda podania tworzą harmonię i elegancję, które mogą sprawiać dużo radości, tej codziennej i tej odświętnej.
Jednakże przy całym szacunku dla sztuki winiarskiej oraz sympatii dla wina i jego walorów kulinarnych i towarzyskich, rozsądny człowiek nie powinien nigdy zapomnieć, że wino jest napojem, było nie było, alkoholowym i jego spożycie wymaga umiaru.
W tym miejscu słów kilka o historii wina, oczywiście w maksymalnym skrócie: pierwsze wzmianki o produkcji wina na większą skalę można odnaleźć już w 5000 roku p.n.e. na terenie dzisiejszej Gruzji i Iraku. Badania szczątków roślinnych dowodzą, że w tym czasie systematycznie uprawiano winorośle. W 4 tysiącleciu p.n.e. Egipt był wielkim importerem wina z Bliskiego Wschodu, zarezerwowanym jednakże tylko dla klas wyższych. W 3 tysiącleciu p.n.e. wino było już znane w starożytnej Persji a w 1700 roku p.n.e. dotarło na Kretę a następnie na stały ląd grecki. Tysiąc lat później wino znane już było w całym rejonie Morza Śródziemnego. W czasach narodzenia Chrystusa Rzymianie sadzili masowo winorośle na podbitych obszarach Europy Środkowej, której klimat i gleba były optymalne dla tych upraw i to oni właśnie upowszechnili winiarstwo, sztukę produkcji i konsumpcję wina w Europie.

Podsumowując tę krótką rozprawkę powiem tak: wino nie jest zwykłym dobrem konsumpcyjnym, wino jest wartością cywilizacyjną i dobrem kulturalnym, ponieważ towarzyszy ludzkości  od wielu tysiącleci oraz, co jest nie mniej ważne, winnice i produkcja win stały się jednymi z najważniejszych gałęzi gospodarek w wielu krajach na świecie.