Patrzę na klonowy liść – samotnego tancerza w czerwonym fraku. Wykonuje piruet na wietrze, szuka partnerki wśród nagich gałęzi, lecz spotyka go tylko chłodny, wilgotny oddech jesieni. A obok mały, srebrny duszek brzozowego liścia trzepocze w powietrzu jak serce, które nie wie, czy jeszcze bije. Opada wolno, sennie, jakby chciał przedłużyć tę chwilę, ten ostatni lot, zanim dotknie szarej, obojętnej ziemi.
To nie jest zwykłe spadanie. To korowód barw, który zwija się w kłębek pod stopą nieba. Złoto, rdza i purpura wyrywają się z drzew jak łzy, by tańczyć, nim ziemia je przykryje. Wiatr układa je w taniec, którego nikt nie poprowadzi, a one kręcą się jak nuty, których nikt nie zapisał, i gasną tuż nad ziemią – miękko, bez hałasu, tak jak mgła rozmywa kontury mostu.
Orkiestra cieni gra na strunach powietrza cichy, ostatni walc dla umarłych liści. A one tańczą, tańczą, tańczą, aż w końcu, zmęczone, zasypiają w dywanie, co szeleści pod stopami przechodniów jak szept zapomnianej modlitwy. Ten taniec to nie radość. To elegia pisana ruchem. Każde skrzydło liścia to jedna zwrotka smutku – że lato odeszło, że słońce już nie grzeje tak samo, że trzeba się rozstać.
Patrząc na ten spektakl, wiem, że każdy spadający liść to mała, cicha śmierć, która tańczy, bo nie umie inaczej powiedzieć światu: "żegnaj".
To nie jest zwykłe spadanie. To korowód barw, który zwija się w kłębek pod stopą nieba. Złoto, rdza i purpura wyrywają się z drzew jak łzy, by tańczyć, nim ziemia je przykryje. Wiatr układa je w taniec, którego nikt nie poprowadzi, a one kręcą się jak nuty, których nikt nie zapisał, i gasną tuż nad ziemią – miękko, bez hałasu, tak jak mgła rozmywa kontury mostu.
Orkiestra cieni gra na strunach powietrza cichy, ostatni walc dla umarłych liści. A one tańczą, tańczą, tańczą, aż w końcu, zmęczone, zasypiają w dywanie, co szeleści pod stopami przechodniów jak szept zapomnianej modlitwy. Ten taniec to nie radość. To elegia pisana ruchem. Każde skrzydło liścia to jedna zwrotka smutku – że lato odeszło, że słońce już nie grzeje tak samo, że trzeba się rozstać.
Patrząc na ten spektakl, wiem, że każdy spadający liść to mała, cicha śmierć, która tańczy, bo nie umie inaczej powiedzieć światu: "żegnaj".







