środa, 30 stycznia 2019

Pomysł na życie

Optymiści twierdzą, że "śmiech to zdrowie" i uśmiechają się przy każdej możliwej okazji albo w ogóle bez okazji, aby pokazać wszystkim swój pozytywny stosunek do świata, ludzi i zwierząt. Pesymiści natomiast uśmiechają się bardzo rzadko lub nie uśmiechają się wcale, ponieważ uważają, że "poznać głupiego po śmiechu jego". Niestety bardzo wielu ludzi nie docenia niewyczerpanych wartości, jakie niesie ze sobą uśmiech; w rezultacie nie uśmiechają się do nikogo, nawet do samych siebie. A przecież uśmiech jest uniwersalnym przejawem otwartości i przyjaznego stosunku do innych ludzi, to także doskonały sposób na pozytywne wyróżnienie się w smutnym lub znudzonym tłumie. Uśmiech jest dobry dla zdrowia, łagodzi stres, poprawia nastrój, wzmacnia system odpornościowy, obniża ciśnienie krwi, zwiększa naszą atrakcyjność i czyni nas młodszymi. Uśmiech jest naturalnym lekiem, ponieważ uwalnia endorfiny - naturalne środki przeciwbólowe i serotoninę - hormon odpowiedzialny za przekazywanie informacji pomiędzy komórkami mózgowymi, o działaniu antydepresyjnym i regulującym ciśnienie krwi. Uśmiech jest także zaraźliwy i może zmienić nastrój innych ludzi, wywołując u  nich radość i ułatwiając im życie. Podsumowując: uśmiech jest źródłem pozytywnej energii, ponieważ uwalnia samoleczące siły, które mają ogromny wpływ na prawidłowe procesy funkcjonowania ale także odnowy i regeneracji organizmu.




sobota, 26 stycznia 2019

Muzyczna uczta duchowa

A cappella
Stali w owalnym dwuszeregu. Piękni w swoim skupieniu i pasji kreowania wzruszeń. Mój wzrok ślizgał się po twarzach. Starsi mężczyźni, dojrzałe kobiety i długowłosa, młoda solistka. Kościół wypełniała dostojna cisza. Czekali pokornie na znak dyrygenta. Dyrygent zwlekał jednak. Stał bez ruchu dobrą chwilę. Subtelnie uniesiona do góry batuta opadła nagle. Publiczność zamarła, wstrzymując oddechy. Cichy mezzosopran solistki brzmiał krystalicznie i uspokajająco. Męskie tenory i barytony podkreślały brzmieniowo koloraturowe soprany chórzystek. Zamknąłem oczy i zatopiłem się w zachwycie. Tony wznosiły się niedostrzegalnie powodując niepohamowane wzruszenia, które nadchodziły falami. Obiema dłońmi przetarłem oczy, które nie chciały mnie słuchać i stały się mocno wylewne. Muzyka wypełniła mnie. Nie potrafiłem powstrzymać emocji. Ave Maryja Gratia Plena. Ave Maryja Mater Dei. Wstałem nie wiedząc czemu i bijąc głośno brawa dla całego chóru, po cichu połykałem łzy.

Każdy koncert muzyki chóralnej w wykonaniu profesjonalnego chóru, odbywający się we wnętrzu kościoła, jest zawsze czymś wyjątkowym. Specyficzna atmosfera kościelnych murów, jego szczególna akustyka, matowe światło przeciskające się przez kolorowe witraże i migotliwe płomienie świec, tworzą jedyny w swoim rodzaju klimat i tło dla muzycznych wzruszeń. Kościół wypełniony do ostatniego miejsca jest także czymś wyjątkowym. Pieśni religijne i sakralne (psalmy, hymny, chorały) przeplatają się z pieśniami miłosnymi i standardami muzyki rozrywkowej. Wszystkie style muzyczne wykonane są z absolutną perfekcją: doskonale dobrane brzmieniowo głosy brzmią krystalicznie czysto, niekiedy lekko wibrują pod stropem, niekiedy są bardzo żywotne i silnie. Kościół nasycony taką muzyką kreuje atmosferę i wzruszenia, od których nikt nie potrafi uciec. Muzyka chóralna to nie tylko uczta duchowa, to także najlepszy lek na smutki i smuteczki, jakiego nie można znaleźć w żadnej aptece. 

Publikowaną dzisiaj impresję "A cappella" napisałem po jednych z takich koncertów. Gdy muzyka przenika ciało i duszę, otrzymujemy potężny zastrzyk życiowej energii. Nawet największe cierpienie może przejść pozytywną transformację, w rezultacie czego, możemy otrzymać od życia nową nadzieję, wiarę i siłę.





poniedziałek, 7 stycznia 2019

Smaki i zapachy dzieciństwa

Piękne chwile z dzieciństwa zapamiętujemy na całe życie. Zapewne dlatego, że łączymy je z beztroską i jednocześnie z bezpieczeństwem. Doświadczenia dzieciństwa towarzyszą nam przez całe życie i chcemy je, najczęściej zupełnie nieświadomie (bo jest to potrzeba bardzo naturalna), chociaż na krótką chwilę odzyskać: tę samą niewinność, tę samą radość, to samo zdziwienie. Zwłaszcza jeśli te doświadczenia wspaniale pachną i wspaniale smakują. Szczególnie zapachy z dzieciństwa odgrywają ważną rolę w tym odruchowym nurzaniu się w nostalgicznych wspomnieniach, ponieważ zmysł smaku znajduje się w naszym mózgu bardzo blisko obszaru odpowiedzialnego za emocje i wspomnienia. Także smaki z dzieciństwa towarzyszą nam przez całe życie, ponieważ to one ukształtowały, w mniejszym lub większym stopniu, nasze upodobania kulinarne. To, co trafiało na rodzinny stół w dzieciństwie, wpływa na nawyki żywieniowe do dnia dzisiejszego. Bardzo często chcemy dać także dzieciom a potem wnukom to samo ciepło, bezpieczeństwo i miłość, serwując im te same potrawy i pokarmy, które przygotowywali dla nas nasi rodzice i dziadkowie. Wspomnienia dzieciństwa są bardziej intensywne, im bardziej szczegółowe były opowiadania rodziców o naszym dzieciństwie. Wszystkiego nie możemy pamiętać i często jest tak, że nasze, uważane za własne wspomnienia, to projekcja opowiedzianych nam przez rodziców historii z dzieciństwa. Ale smaki i zapachy są prawdziwe i nie podlegają fałszerstwu.

Publikowany dzisiaj tekst, to efekt takich sentymentalno-romantycznych powrotów w czasie: zapach świeżo skoszonej trawy i kwiatów, zapachy wiśni, porzeczek, agrestu, jabłek, gruszek i mirabelek. W moich wspomnieniach ogród odgrywa pierwszoplanową rolę: trochę zapuszczony, z wysokimi trawami, z licznymi drzewami i krzewami owocowymi. Bardzo ważna była także jarzębina, miejsce tajemnych spotkań i zabaw oraz rzecz jasna trzepak, główne miejsce do przeprowadzania rozmów i dyskusji. Ale najważniejsze były zdziczałe ale owocujące krzewy malin i stara jabłoń, które rosły co prawda na ogrodzie sąsiadów ale tak blisko parkanu, że nie czekaliśmy na zaproszenie aby się częstować. Ta jabłoń była szczególna, chyba rzadko przycinana rozrosła się na potęgę i sięgała swoimi ramionami daleko w nasz ogród. Późną jesienią, gdzieś pod koniec września, początek października, obficie owocowała. Żółtozielonych z charakterystycznym rumieńcem wokół gniazda nasiennego jabłek, zrywanych prosto z drzewa nie jedliśmy, ponieważ były zbyt twarde na dziecinne zęby i dziwne w smaku. Ale te które już spadły na trawę i leżały sobie kilka dni, były jedyne w swoim rodzaju, kruche, soczyste i przede wszystkim niesamowicie słodkie. Kosztela to jabłoń zapomniana, chociaż można ją jeszcze odnaleźć w starych sadach, ale smak tych jabłek noszę w sobie od dzieciństwa i przechowuję jak talizman.

Szczególne i bardzo serdeczne pozdrowienia przesyłam czytelnikom z Denver, Colorado, USA. List dotarł do nas co prawda dopiero po świętach ale sprawił dużo radości i mocno wzruszył. Dziękujemy. Wszystkim czytelnikom miłego czytania.




niedziela, 30 grudnia 2018

Kolejny rok puka już do drzwi

Życie nie jest koncertem życzeń - i chyba nikt nie ma wątpliwości, że jest inaczej - ale czasami zagra naszą ulubioną piosenkę. Dlatego nie można utracić wiary w to, że każdy kolejny rok jest zawsze szansą na nową nadzieję, na nowe pomysły i nowe idee, na nową odwagę i nową siłę, na nagłe odkrycie choćby wątłego światła w tunelu lub na odnalezienie nowej drogi do celu. 

Wszystkim czytelnikom bloga życzę w nowym roku 12 pogodnych miesięcy, 52 szczęśliwych tygodni, 365 wspaniałych dni, 8.760 niezapomnianych godzin, 525.600 niepowtarzalnych minut i 31.536.000 zapierających dech w płucach sekund.



środa, 19 grudnia 2018

Historia karty pocztowej

Jest rok 1861. W Stanach Zjednoczonych Ameryki Północnej opatentowano właśnie klasyczną kartę pocztową. Wynalazcą i właścicielem patentu był niejaki Mister Carlton, o którym niewiele wiadomo. Tak rozpoczyna się historia bardzo popularnej na całym świecie karty pocztowej, zwanej także odkrytką lub później pocztówką i widokówką. Zgodnie z historyczną prawdą powinienem w tym miejscu wspomnieć, że już w roku 1760 Paryska Poczta Miejska (fr. Petite Poste) wprowadziła po raz pierwszy do obiegu kartę pocztową, którą można było używać jednakże wyłącznie na obszarze miasta Paryża. Ale oficjalnie to rok 1861 jest początkiem światowej kariery karty pocztowej. Do Europy dotarła karta pocztowa znacznie później, bo dopiero w 1869 roku. Pierwszym państwem, które wprowadziło w Europie do oficjalnego obiegu kartę pocztową (niem. Correspondenzkarte) były Austro-Węgry. W Niemczech początkowo karty pocztowej nie uznano ze względów moralnych, ale już pod koniec 1870 roku porzucono wszystkie obawy i dopuszczono do oficjalnego obiegu. Nowa karta pocztowa przyjęła się błyskawicznie i stała się bardzo popularna. Od roku 1875 można było wysyłać kartę pocztową do wszystkich krajów na obszarze całej Europy (do tego czasu tylko na obszarze danego kraju) a od 1878 roku do wszystkich krajów na całym świecie. Do końca XX stulecia karta pocztowa cieszyła się wielką popularnością: pozdrowienia urlopowe, życzenia imieninowe i urodzinowe, życzenia świąteczne i inne okolicznościowe ale także kondolencje i wyrazy współczucia. Z początkiem nowego stulecia popularność karty pocztowej znacznie osłabła; elektroniczne media (E-Mail, SMS, MMS i oczywiście także E-Card) wyparły kartę pocztową z masowego użytku. W ciągu tych wszystkich 157 lat karta pocztowa przechodziła wielokrotne metamorfozy, zmieniając nieustannie swoją formę i materiał ale także dzięki szybkiemu rozwojowi fotografii po 1945 roku otrzymała piękne motywy fotograficzne. Pomimo, iż mamy dzisiaj bardzo wiele niezwykle szybkich możliwości komunikacji, to jednak karta pocztowa nadal istnieje i ma się całkiem dobrze, szczególnie jako piękna widokówka zawierająca urlopowe pozdrowienia dla przyjaciół. Na zachodzie Europy w bardzo wielu restauracjach, klubach i pubach można otrzymać wspaniałe widokówki np. z pięknymi motywami promującymi różnorodnych artystów i uprawianą przez nich sztukę całkowicie za darmo.

Publikowana dzisiaj “Kartka świąteczna”, pomimo całej swojej liryczności, ma dla mnie symboliczny charakter i jest dedykowana wszystkim podzielonym w czasie świątecznym rodzinom, szczególnie wszystkim młodym matkom, nagle skonfrontowanym z tym stanem rzeczy i samotnie dźwigającym ciężar wychowania dzieci, podczas gdy głowa rodziny zarabia pieniądze w innym kraju, gdzieś na świecie i tam też samotnie spędza święta (mam tu na myśli subiektywną samotność odczuwaną przez wrażliwego człowieka, bo przecież można czuć się samotnym także wśród wielu ludzi). Taka zmiana perspektywy spojrzenia na zadany temat, zmusza mnie do zmiany sposobu myślenia na bardziej kobiecy; wczuwam się w tę rolę całkiem poważnie i to jest dla mnie niezwykle fascynujące zajęcie.

Post “Historia karty pocztowej” jest już ostatnim postem w tym roku. Zatem do usłyszenia i do poczytania w nowym roku. Wszystkim czytelnikom bloga życzę Wesołych Świąt i zapraszam do ponownych odwiedzin w nowym 2019 roku.






Kolęda "Wśród nocnej ciszy", wersja instrumentalna. Na gitarze gra Andrzej Wyrzykowski.

czwartek, 6 grudnia 2018

Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy

Panuje powszechna opinia, szczególnie widoczna w polskich mediach, że Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy – fundacja założona w 1993 roku -  polaryzuje polskie społeczeństwo. Moim zdaniem, nie ma nic bardziej mylnego. Badania opinii publicznej i liczne sondaże wykazują jednoznacznie, że ogromna większość Polaków, także tych rozsianych po całym świecie, bardzo pozytywnie ocenia całą działalność WOŚP i jej charyzmatycznego lidera Jurka Owsiaka. Skąd zatem bierze się ta negatywna opinia o polaryzacji społeczeństwa? Czy charytatywna działalność WOŚP i rekordowe zbiórki pieniędzy na sprzęt medyczny nie są dostatecznym dowodem na wielką popularność, poparcie społeczne, wymierne efekty działalności  i wielką wiarygodność WOŚP? Szukanie odpowiedzi na to pytanie nie jest proste. Głównymi przeciwnikami i krytykami WOŚP są siły prawicowe, które chcą zbić polityczny kapitał na swojej niewybrednej i często agresywnej krytyce WOŚP, oraz polski Kościół, który dostrzega w WOŚP wielkiego konkurenta dla swojej działalności charytatywnej. Powszechna opinia o polaryzacji społeczeństwa wynika z niezwykłej aktywności wszystkich przeciwników Jurka Owsiaka i jego fundacji: prawicowych polityków, dziennikarzy i publicystów oraz wielu księży katolickich. Nagonka na WOŚP jest także bardzo szeroko prowadzona na portalach społecznościowych, tam szczególnie krytyka Orkiestry Owsiaka przybiera często charakter, dla mnie niewytłumaczalnych i niezrozumiałych, obraźliwych wypowiedzi czy wręcz ataków nienawiści. Polskie społeczeństwo jest mocno spolaryzowane i podzielone, podziały te są głębokie, bardzo widoczne i odczuwalne, ale to nie WOŚP jest przyczyną tej polaryzacji. W żadnym wypadku tak nie jest. Sukcesy Orkiestry są bezsporne, rekordowe zbiórki pieniędzy świadczą o wielkim poparciu Polaków, ich gotowości do pomocy, spontaniczności w organizowaniu kolejnych finałów, chęci uczestnictwa w imprezach WOŚP oraz gotowości do zbiórek pieniędzy na charytatywne cele. Pozytywnym jest fakt, że, choć w mediach przetacza się ogromna fala krytyki działalności WOŚP, to Polacy nic sobie z tej krytyki nie robią i w dalszym ciągu są niezwykle aktywni jako wolontariusze WOŚP i wspaniałomyślni we wspomaganiu finansowym Orkiestry.

Od samego początku popieram wszelkie działania sztabów WOŚP w Niemczech. Sztabów jest już dziewięć: Berlin, Bonn, Darmstadt-Frankfurt, Gelsenkirchen, Hanower, Karlsruhe, Monachium, Norymberga i Oberhausen. Szczególną sympatią darzę poczynania hanowerskiego sztabu WOŚP, zawiązanego w 2017 roku z inicjatywy młodej, uroczej i pełnej pomysłów Darii Adamczyk, której udało się zarazić pomysłem i zebrać wokół siebie wielu zamieszkałych na stałe w Hanowerze i okolicach Polaków, otwartych na działalność charytatywną na rzecz polskich szpitali i chętnych do społecznej pracy. Hanowerski sztab WOŚP ma już za sobą pierwszy inaugurujący 26 Finał i ogromny finansowy sukces w wysokości 99.995 złotych i 24 groszy. Łącznie podczas tegorocznego 26 Finału WOŚP zebrano niesamowitą sumę 126.373.804 złotych i 34 groszy.

Sukces finansowy to efekt pracy bardzo wielu ludzi: organizatorów, wolontariuszy, darczyńców, sponsorów, artystów i uczestników Finałów, ale ja zaryzykuję stwierdzenie, że każda działalność charytatywna, choć jest efektem aktywności społecznej wielu, to jednak charyzmatyczny lider odgrywa szczególną rolę i jest magnesem, który przyciąga tłumy. Taki jest Jurek Owsiak i taka jest Daria Adamczyk oraz, mam nadzieję,  wszyscy inni szefowie sztabów WOŚP w Polsce (1567 sztabów krajowych) i na całym świecie (84 sztaby zagraniczne). Polacy mają wiele narodowych przywar ale, choć są bardzo nieufni także w kwestii zbiórek pieniędzy, to jednak zaufali Jurkowi Owsiakowi tak dalece, że pozwolili się porwać i zespolić swoje siły dla fantastycznej idei, która od ponad 26 lat łączy Polaków i przyczynia się do znacznej poprawy w wyposażeniu polskich szpitali w aparaturę medyczną. W styczniu 2019 odbędzie się kolejny 27 Finał WOŚP, zarówno w Polsce, jak w najdalszych zakątkach świata. Hanowerski sztab WOŚP zaprasza 5 stycznia do Hanoweru, gdzie w gościnnych progach Freizeitheim Döhren (An der Wollebahn 1, 30519 Hannover) zrealizowany zostanie kolejny Finał WOŚP. Dla zainteresowanych podaję link do konta sztabu na Facebook, gdzie można uzyskać wszelkie informacje Sztab WOŚP Hannover