czwartek, 19 lipca 2018

Bezsenne noce? przekleństwo czy szansa?

Sen jest potrzebą każdego organizmu, uwarunkowaną genetycznie. Jego długość i jakość zależą od osobistych predyspozycji, szerokości geograficznej, pory roku, rytmu dobowego a także wieku i stanu zdrowia człowieka. Kiedy jesteśmy zmęczeni zasypiamy, nie zdając sobie tak naprawdę sprawy z ważności tego procesu dla naszego zdrowia i życia. Podczas nocnego odpoczynku system odpornościowy pracuje na wysokich obrotach: naprawiane są komórki organizmu, rosną mięśnie, wszystko to, co przeżyliśmy w trakcie dnia jest opracowywane i zapamiętywane. To, że nie zawsze równie szybko zasypiamy i równie dobrze śpimy, leży także w naszej ludzkiej naturze. Sen jest procesem złożonym, a zatem przyczyny powodujące bezsenność mogą być także wszechstronne. Wszelkie niepokoje i zmartwienia mogą powodować bezsenność, ale normalny, zdrowy człowiek nie powinien się obawiać bezsennych nocy, jeżeli występują sporadycznie. Krótko mówiąc jedna, dwie lub nawet kilka bezsennych nocy nie powinny nas martwić i stresować. Kiedy sen nie przychodzi, nie warto terroryzować się przewracaniem z boku na bok i rozmyślaniem dlaczego nie mogę zasnąć, lepiej jest świadomie wykorzystać bezsenność jako szansę. Warto sobie powiedzieć: dzisiaj nie chcę spać lub dzisiaj nie będę spać, bo nie mam takiej potrzeby i ... zająć się czymś innym. Takie podejście do bezsenności nazywa się "interwencją paradoksalną" i ma na celu skupienie uwagi na innej czynności, tak aby można było się trochę zrelaksować i uwolnić od oczekiwań konieczności snu. Warto wykorzystać fazę czuwania, aby zrobić coś prostego lub pożytecznego lub kreatywnego, dla siebie samego i dla dobrego samopoczucia. Oto tylko kilka przykładów takich skutecznych czynności: wykorzystaj czas i skończ wreszcie książkę, którą położyłeś na nocnym stoliku, zrób listę rzeczy do wykonania lub napisz, co cię dzisiaj trapiło, sprzątnij pokój, zmyj naczynia lub wyprasuj koszulę, posłuchaj relaksującej muzyki lub wymasuj ciało aromatycznym olejkiem. Większość tych działań jest jednocześnie monotonna i relaksująca, tak że po ponownym położeniu się do łóżka, ​​sen najprawdopodobniej przyjdzie sam. Mnie także od czasu do czasu przydarzają się bezsenne noce (szczególnie po mocno emocjonalnym dniu), ale nie jest to dla mnie bynajmniej powód do niepokoju czy irytacji. Ja wykorzystuję bezsenne noce do kreatywnej pracy, piszę wiersze lub miniatury, do których zbieram tematy w ciągu dnia lub zapisuję moje, często mocno skomplikowane myśli. Zapewniam ciebie czytelniku, że radość z pisania nie dopuszcza do mnie złych i bezsensowych pytań, czuję się przy tym bardzo komfortowo, dając jednocześnie mojemu ciału i umysłowi szansę na uspokojenie i przezwyciężenie bezsenności. Przy okazji powstają wiersze, jak ten poniżej prezentowany.



piątek, 6 lipca 2018

Pisanie listów - zapomniana pasja

Szlachetny papier listowy, wieczne pióro, szykowna koperta, starannie dobrany znaczek pocztowy - odręcznie pisane listy trafiają coraz rzadziej do skrzynek pocztowych. Kto tak naprawdę pisze dzisiaj listy własną ręką i na prawdziwym papierze, który można pogłaskać, powąchać lub czule wsadzić pod poduszkę? WhatsApp, Skype, Google Duo, Hangouts, SMS, MMS, E-Mail i inne wszechobecne komunikatory internetowe stanowią szybką broń nowoczesnych czasów i ludzkiej komunikacji. Wszystkie elektroniczne komunikatory z milionami lub miliardami uczestników są jednocześnie uwodzicielami, kłamcami i emocjonalnymi zabójcami. Zawsze są dostępne, bez względu na porę dnia lub nocy, bez względu gdzie się aktualnie na świecie znajdujemy. Sugerują nam nieustanną wszechobecność i osiągalność a także potwierdzają nam, że nie jesteśmy samotni. Zapewniają nam cyfrowe bezpieczeństwo, bliskość i wspólnotę, chociaż rzut oka na analogiczny świat mówi nam zupełnie co innego. Prawdziwy, odręcznie napisany list stał się dla wielu ludzi zbyt staromodny, wymagający intelektualnego wysiłku i sporego nakładu czasu. Sztuka pisania listów, starannie skomponowana narracja, pięknie zbudowane zdania, nie mają już dzisiaj takiego znaczenia jak dawniej. List współczesny, pisany za pomocą klawiatury komputera lub smartfona, nie jest już sympatyczną rozmową na odległość, najczęściej jest tylko krótką i szybką informacją, bez tak typowych dla odręcznie pisanych listów: osobistej nuty, dbałości o styl, gramatykę i ortografię oraz ładny i czytelny charakter pisma. Osobiście nie wierzę w całkowite wyginięcie klasycznych listów, tych pisanych ludzką ręką. Pomimo negatywnego trendu, staromodne listy pozostaną pewnym rodzajem luksusu i będą nadal pisane, jako szczególna forma uznania dla szczególnych ludzi. Ale być może pismo ręczne - jako indywidualna sztuka - powoli zaniknie i stanie się nowym gatunkiem artystycznym a dzieci będą uczyły się pisać ręcznie nie na lekcjach języka ojczystego lecz na zajęciach plastycznych. Kto wie co przyniesie czas?


Waldemar Kostrzębski - Uprowadzenie, recytuje autor







poniedziałek, 18 czerwca 2018

Otwieranie puszek pandory, czyli o naruszaniu naturalnego porządku świata, ludzi i zwierząt

Puszka Pandory pochodzi z mitologii greckiej a cała historia w maksymalnym skrócie przedstawia się następująco: Pandora była pierwszą kobietą, którą stworzył z gliny i wody Hefajstos na polecenie Zeusa. Pandorę zesłano na Ziemię, jako karę dla ludzi za przestępstwo Prometeusza, który odważył się wykraść ogień z Olimpu i darował go ludziom. Pandora otrzymała w posagu puszkę, której nie wolno było pod żadnym pozorem otwierać. Ale Pandora namówiła swojego męża do jej otwarcia (inna wersja mówi, że otworzyła sama z ciekawości) i wtedy opuściły puszkę zamknięte w niej plagi, klęski, choroby i wszelkie utrapienia ludzkości i rozprzestrzeniły się szybko po całym świecie.
Dziś powiedzenie "otworzyć puszkę Pandory" używane jest w odniesieniu do niebezpieczeństw, związanych z nowymi wynalazkami i technicznymi nowinkami lub decyzjami politycznymi, których nie można cofnąć lub odwrócić. Wcześniejsze znaczenie tego powiedzenia odnoszące się do ludzkich przywar i wad, nie odgrywa już dzisiaj większej roli. Puszka Pandora pozostała jednak symbolem wszelkich nieszczęść i cierpienia oraz źródłem zmartwień i kłopotów.

Nie jest moim zamiarem malowanie katastroficznych obrazów, jednakże chciałbym zwrócić uwagę na bardzo szybko postępującą i co najgorsze nadmierną eksploatację planety, która nie wytrzymuje takiego obciążenia. Uważam, że ludzkość otwiera świadomie kolejne puszki Pandory, bezprzykładnie ograbiając i doszczętnie niszcząc planetę, ponieważ nikt nie może już dzisiaj powiedzieć, że o niczym nie wie i że nie jest świadomy, czym grozi taka grabieżcza postawa i agresywna gospodarka wobec planety, jej przyrody, jej zwierząt ale przede wszystkim wobec nas samych - jej mieszkańców. Rezultaty nadmiernej eksploatacji Ziemi są widoczne i boleśnie odczuwalne na całym świecie. Jako pozytywnie myślący człowiek nie tracę jednak nadziei, że ludzkość opanuje się w porę. Musimy obowiązkowo spłacić Ziemi ekologiczny kredyt, który zaciągamy od lat bez ograniczeń. Nigdy nie jest na nic za późno, tym bardziej na pozytywne, wspierające, chroniące i odbudowujące ekologię działania.



czwartek, 31 maja 2018

Rozważania o... potrzebie stawiania fundamentalnych pytań

Bardzo często jest tak, że pytania o sens życia stawiamy sobie dopiero wtedy, gdy znajdziemy się w sytuacji kryzysowej. Ale każdy kryzys jest także okazją do wyprawy w głąb siebie aby odnaleźć właściwą odpowiedź, jak przełamać kryzys i nie dopuścić do kolejnych. Kto stawia sobie pytania o sens życia, stwierdza bardzo szybko, że odpowiedzi nie są bynajmniej proste, wręcz przeciwnie, są pełne sprzeczności i mocno kontrowersyjne. Stawiając sobie pytania o sens życia nie można zapomnieć, że ludzkie życie na Ziemi jest czasowo ograniczone, dlatego powinniśmy darowany nam czas wyposażyć w konkretny sens tak, aby tego czasu nie zmarnować. A można to uczynić tylko samemu. I trzeba to uczynić w miarę wcześnie. Jeżeli będziemy całe życie rozmyślać nad sensem życia, to wtedy dotychczasowe życie odbierzemy jako pozbawione sensu. Chodzi o to, aby tak żyć, żeby w pełni wykorzystać własny potencjał - co można osiągnąć poprzez ciągłą motywację i inspirację do osobistego rozwoju - tym samym wypełnić życie należnym mu szczęściem i sensem.


Waldemar Kostrzębski - Rozważania o potrzebie stawiania fundamentalnych pytań, czyta autor





wtorek, 22 maja 2018

Czytelnicy książek żyją dłużej

Kolejna dobra wiadomość dla wszystkich tych, którzy lubią czytać książki oraz mocny argument aby wziąć książkę do ręki dla wszystkich tych, którzy książek nie czytają w ogóle. Naukowcy z uznanego na całym świecie Uniwersytetu Yale opublikowali w czasopiśmie "Social Science & Medicine" wyniki swoich badań nad wpływem czytelnictwa książek na długość życia człowieka. Studia trwające 12 lat objęły 3635 uczestników. Uczestnicy-wolontariusze, wszyscy w wieku emerytalnym, zostali podzieleni na trzy grupy. Jedna grupa składała się z osób, które nie czytały książek w ogóle. Druga grupa obejmowała osoby, które czytały do 3,5 godziny w tygodniu. Ostatnia grupa to osoby czytające ponad 3,5 godziny w tygodniu. W trakcie 12-letnich studiów stwierdzono, że czytający książki żyli prawie dwa lata dłużej niż nie czytający w ogóle, ponadto wykazano, że u wszystkich czytających książki szanse na przeżycie kolejnych 12 lat zwiększyły się o 17% a dla czytających dużo i regularnie nawet o 23%. W swoich badaniach naukowcy brali pod uwagę także wykształcenie, dochody i ogólny stan zdrowia.

Innymi słowy, na nasze zdrowie i długość życia mają wpływ nie tylko zdrowa dieta i dużo ruchu na świeżym powietrzu ale także czytelnictwo książek. Już pół godziny dziennego czytania zwiększa oczekiwaną długość życia o kilkanaście procent. Pozytywne skutki czytania książek pozostają jednak dalej niejasne. Badania wykazały jedynie bezpośredni związek pomiędzy czytaniem a długowiecznością ale nie odpowiedziały konkretnie na pytanie dlaczego tak się dzieje. Ale wyniki tych badań nie były kompletnym zaskoczeniem, ponieważ wiadomo od dawna, że czytanie książek poprawia zarówno łączność międzykomórkową w naszych mózgach jak również naszą empatię. Nie wspominając już o... poszerzaniu horyzontów, pobudzaniu kreatywności, wzmacnianiu koncentracji, redukcji stresu, poszerzaniu zdolności językowych, budzeniu uśpionych marzeń, poprawie samoświadomości i komunikatywności oraz zwykłej radości w odkrywaniu nowych światów, historii, ludzi, zdarzeń i emocji.  Kto czyta, zapomina o rzeczach i sprawach codziennych, zdobywa nową wiedzę,  relaksuje się i na dodatek żyje znacznie dłużej. Dlatego warto czytać książki, do czego wszystkich gorąco zachęcam.




czwartek, 17 maja 2018

Powrót do natury, ucieczka od cywilizacji czy zwykła mrzonka?

Powszechna tęsknota za radykalnym zwolnieniem szybkości życia i skoncentrowaniem się na tym, co najważniejsze w ludzkim życiu, to wynik działania sił odśrodkowych mocno zurbanizowanej rzeczywistości milionów ludzi oraz ich alienacji w nowoczesnych społeczeństwach. Coraz więcej ludzi, szczególnie mieszkańców wielkich metropolii Europy zachodniej, marzy o wielkiej ucieczce i powrocie na łono natury lub powrocie do urojonego raju. Jedni chcą porzucić swoje dotychczasowe, mało interesujące i mocno stresujące życie, inni chcą szukać w naturze odpowiedzi na  nurtujące ich egzystencjalne pytania, jeszcze inni marzą o bardziej sprawiedliwym i pokojowym świecie, odrzucając kategorycznie kapitalizm. Ten trend nie jest niczym nowym, w przeszłości było wiele przykładów nowoczesnych ucieczek od cywilizacyjnego porządku świata, ucieczek zarówno pojedynczych jak grupowych, taki był np. ruch hippisowski czy ruch New Age. Psychologia i socjologia znają więc nie od dzisiaj ten uspokajający stan: odnalezienie samego siebie w ciszy i spokoju to oaza zadowolenia i szczęścia. Bycie samemu nie oznacza automatycznie samotności (tego niechcianego, chorego i niszczącego człowieka stanu). Bycie samemu to nie tylko dobrowolna decyzja, to przede wszystkim bardzo ważna umiejętność, której można także się nauczyć aby doświadczyć wewnętrznego bogactwa duszy i zewnętrznego bogactwa natury. Odważnych nie brakuje ale niestety dla wielu uciekinierów to doświadczenie kończy się szybciej niż się zaczęło. Kto nigdy nie nauczył się spędzać czasu z samym sobą - tym samym nigdy nie nauczył się odzyskiwać wewnętrznego spokoju i osobistej równowagi tylko przez sam fakt bycia samemu - ten nie wytrzyma długo tego niezwykłego stanu emocjonalnej samotności i ciszy, bez telewizji, internetu, telefonu, prasy i wszechobecnych portali społecznościowych. Powrót na łono natury pozostanie zapewne dla większości tych ludzi marzeniem nie do zrealizowania. Zamiana przytulnego mieszkania lub przytulnego domu na namiot lub jurtę, bez prysznica i ciepłej wody, z toaletą w krzakach i zlewem w strumieniu, może trwać dwa lub trzy tygodnie letniego urlopu, ale takiej ascezy, trwającej miesiącami lub latami, nikt nie potrafi już sobie dobrowolnie narzucić. Najpóźniej gdy temperatura na zewnątrz spadnie poniżej zera lub po tygodniu obfitych opadów deszczu, większość uciekinierów rezygnuje z marzeń o wielkiej ucieczce i powraca do cywilizacyjnej codzienności. Ginąc ponownie i bezpowrotnie w wielkomiejskiej anonimowości, pozwalają zabić swój indywidualizm i wtedy nie pozostaje im  już nic innego, jak dopasować się do mocno wyśrubowanych wymagań społecznych i zapomnieć na zawsze próbę ucieczki od drapieżnej cywilizacji. Ale każda próba warta jest grzechu, nawet próba nieudana może stać się inspiracją do potężnych i daleko idących zmian w życiu pojedynczego człowieka.