poniedziałek, 7 marca 2016

Rozważania o ... samotności, pladze współczesnych społeczeństw

Nie jestem człowiekiem samotnym i nigdy samotnym nie byłem. Poczucie samotności jest mi obce, niemniej temat samotności interesuje mnie od dawna. Przed pięcioma laty napisałem pierwszy mój wiersz o samotności; wydawało mi się wtedy, że problem ten jest łatwy do pokonania: należy dokonać bilansu zysków i strat wynikających z samotności, i przełamując nieufność, lęk i wstyd wobec innych, wyjść z domu do ludzi, otworzyć się na nowe znajomości. I właśnie o tym był ten pierwszy wiersz. Dzisiaj wiem, że się myliłem. Moje lektury ostatnich lat często obejmowały także tę tematykę, co pozwoliło mi na lepsze zrozumienie istoty problemu: dlaczego współczesny człowiek jest taki samotny. Problem jest zatem o wiele szerszy i poważniejszy. Problem samotności jest dla bardzo wielu ludzi nie stanem przejściowym, lecz stanem chronicznym, który powoduje dalszą alienację, zaburzenia psychiczne, lęki i depresje. Wielu ludzi ucieka w samotność, ponieważ mają dosyć wszelkich międzyludzkich kontaktów, które są powierzchowne i bardzo płytkie, co ma bezpośredni związek z wszechogarniającym egoizmem i brakiem zaufania do innych. Problemem jest także, modny obecnie styl życia w samotności z wyboru, popularny i prestiżowy sposób na życie w krajach wysoko rozwiniętych. W Niemczech na przykład, co trzeci dorosły człowiek żyje samotnie, co ma oczywiście ogromny wpływ na życie całego społeczeństwa. Dla wielu jest to stan bardzo wygodny, można robić karierę, odnosić sukcesy zawodowe, i pozostać niezależnym. Stały partner i potomstwo to zagrożenie, utrata autonomii i dodatkowe obowiązki. Jeżeli ktoś jest samotny z własnego wyboru, to fakt ten nie czyni go ani gorszym ani mniej szczęśliwym człowiekiem. Przecież partnerstwo nie gwarantuje automatycznie szczęścia. Problem powstaje jednak wtedy, gdy człowiek nie radzi sobie ze swoją samotnością, która staje się dla niego bolesna, doskwiera i obciąża psychikę, nie pozwala normalnie żyć, krótko mówiąc przemienia się w stan chorobowy. Myślę, że samoakceptacja oraz uczciwa samoocena człowieka, którego ta samotność dotyczy, ma wielki wpływ na to, czy człowiek ten jest w stanie, uporać się sam z tym problemem. Każdy człowiek ma przecież swoje dobre i mocne strony, to są jego zalety, które mogą stanowić silne argumenty w walce z samotnością. To jest dobra baza dla prób przełamania impasu oraz prób nawiązania społecznych kontaktów z innymi ludźmi. Każdy człowiek ma głęboką potrzebę kochania i bycia kochanym. Samotność nie daje niestety takich możliwości. Samotność człowieka w wielkim mieście nie jest dzisiaj sloganem bez pokrycia, to jest niestety stan bardzo realny i wszechobecny. Alienacja w tłumie nie jest już w żadnym razie rzadkością, tylko masowym fenomenem a w przyszłości czeka nas plaga samotności. Gabinety psychoterapeutów pękają już dzisiaj w szwach, bo ludzie nie radzą sobie z tym problemem. Ja nie cierpię na samotność, pomimo to o niej piszę, co wynika z mojej wrażliwości, także wrażliwości na społeczne problemy, wrodzonej empatii i szczerej potrzeby zrozumienia drugiego człowieka.

Waldemar Kostrzębski - Na gwarnej ulicy, recytuje autor





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz