piątek, 6 lipca 2018

Pisanie listów - zapomniana pasja

Szlachetny papier listowy, wieczne pióro, szykowna koperta, starannie dobrany znaczek pocztowy - odręcznie pisane listy trafiają coraz rzadziej do skrzynek pocztowych. Kto tak naprawdę pisze dzisiaj listy własną ręką i na prawdziwym papierze, który można pogłaskać, powąchać lub czule wsadzić pod poduszkę? WhatsApp, Skype, Google Duo, Hangouts, SMS, MMS, E-Mail i inne wszechobecne komunikatory internetowe stanowią szybką broń nowoczesnych czasów i ludzkiej komunikacji. Wszystkie elektroniczne komunikatory z milionami lub miliardami uczestników są jednocześnie uwodzicielami, kłamcami i emocjonalnymi zabójcami. Zawsze są dostępne, bez względu na porę dnia lub nocy, bez względu gdzie się aktualnie na świecie znajdujemy. Sugerują nam nieustanną wszechobecność i osiągalność a także potwierdzają nam, że nie jesteśmy samotni. Zapewniają nam cyfrowe bezpieczeństwo, bliskość i wspólnotę, chociaż rzut oka na analogiczny świat mówi nam zupełnie co innego. Prawdziwy, odręcznie napisany list stał się dla wielu ludzi zbyt staromodny, wymagający intelektualnego wysiłku i sporego nakładu czasu. Sztuka pisania listów, starannie skomponowana narracja, pięknie zbudowane zdania, nie mają już dzisiaj takiego znaczenia jak dawniej. List współczesny, pisany za pomocą klawiatury komputera lub smartfona, nie jest już sympatyczną rozmową na odległość, najczęściej jest tylko krótką i szybką informacją, bez tak typowych dla odręcznie pisanych listów: osobistej nuty, dbałości o styl, gramatykę i ortografię oraz ładny i czytelny charakter pisma. Osobiście nie wierzę w całkowite wyginięcie klasycznych listów, tych pisanych ludzką ręką. Pomimo negatywnego trendu, staromodne listy pozostaną pewnym rodzajem luksusu i będą nadal pisane, jako szczególna forma uznania dla szczególnych ludzi. Ale być może pismo ręczne - jako indywidualna sztuka - powoli zaniknie i stanie się nowym gatunkiem artystycznym a dzieci będą uczyły się pisać ręcznie nie na lekcjach języka ojczystego lecz na zajęciach plastycznych. Kto wie co przyniesie czas?


Waldemar Kostrzębski - Uprowadzenie, recytuje autor







poniedziałek, 18 czerwca 2018

Otwieranie puszek pandory, czyli o naruszaniu naturalnego porządku świata, ludzi i zwierząt

Puszka Pandory pochodzi z mitologii greckiej a cała historia w maksymalnym skrócie przedstawia się następująco: Pandora była pierwszą kobietą, którą stworzył z gliny i wody Hefajstos na polecenie Zeusa. Pandorę zesłano na Ziemię, jako karę dla ludzi za przestępstwo Prometeusza, który odważył się wykraść ogień z Olimpu i darował go ludziom. Pandora otrzymała w posagu puszkę, której nie wolno było pod żadnym pozorem otwierać. Ale Pandora namówiła swojego męża do jej otwarcia (inna wersja mówi, że otworzyła sama z ciekawości) i wtedy opuściły puszkę zamknięte w niej plagi, klęski, choroby i wszelkie utrapienia ludzkości i rozprzestrzeniły się szybko po całym świecie.
Dziś powiedzenie "otworzyć puszkę Pandory" używane jest w odniesieniu do niebezpieczeństw, związanych z nowymi wynalazkami i technicznymi nowinkami lub decyzjami politycznymi, których nie można cofnąć lub odwrócić. Wcześniejsze znaczenie tego powiedzenia odnoszące się do ludzkich przywar i wad, nie odgrywa już dzisiaj większej roli. Puszka Pandora pozostała jednak symbolem wszelkich nieszczęść i cierpienia oraz źródłem zmartwień i kłopotów.

Nie jest moim zamiarem malowanie katastroficznych obrazów, jednakże chciałbym zwrócić uwagę na bardzo szybko postępującą i co najgorsze nadmierną eksploatację planety, która nie wytrzymuje takiego obciążenia. Uważam, że ludzkość otwiera świadomie kolejne puszki Pandory, bezprzykładnie ograbiając i doszczętnie niszcząc planetę, ponieważ nikt nie może już dzisiaj powiedzieć, że o niczym nie wie i że nie jest świadomy, czym grozi taka grabieżcza postawa i agresywna gospodarka wobec planety, jej przyrody, jej zwierząt ale przede wszystkim wobec nas samych - jej mieszkańców. Rezultaty nadmiernej eksploatacji Ziemi są widoczne i boleśnie odczuwalne na całym świecie. Jako pozytywnie myślący człowiek nie tracę jednak nadziei, że ludzkość opanuje się w porę. Musimy obowiązkowo spłacić Ziemi ekologiczny kredyt, który zaciągamy od lat bez ograniczeń. Nigdy nie jest na nic za późno, tym bardziej na pozytywne, wspierające, chroniące i odbudowujące ekologię działania.



czwartek, 31 maja 2018

Rozważania o... potrzebie stawiania fundamentalnych pytań

Bardzo często jest tak, że pytania o sens życia stawiamy sobie dopiero wtedy, gdy znajdziemy się w sytuacji kryzysowej. Ale każdy kryzys jest także okazją do wyprawy w głąb siebie aby odnaleźć właściwą odpowiedź, jak przełamać kryzys i nie dopuścić do kolejnych. Kto stawia sobie pytania o sens życia, stwierdza bardzo szybko, że odpowiedzi nie są bynajmniej proste, wręcz przeciwnie, są pełne sprzeczności i mocno kontrowersyjne. Stawiając sobie pytania o sens życia nie można zapomnieć, że ludzkie życie na Ziemi jest czasowo ograniczone, dlatego powinniśmy darowany nam czas wyposażyć w konkretny sens tak, aby tego czasu nie zmarnować. A można to uczynić tylko samemu. I trzeba to uczynić w miarę wcześnie. Jeżeli będziemy całe życie rozmyślać nad sensem życia, to wtedy dotychczasowe życie odbierzemy jako pozbawione sensu. Chodzi o to, aby tak żyć, żeby w pełni wykorzystać własny potencjał - co można osiągnąć poprzez ciągłą motywację i inspirację do osobistego rozwoju - tym samym wypełnić życie należnym mu szczęściem i sensem.


Waldemar Kostrzębski - Rozważania o potrzebie stawiania fundamentalnych pytań, czyta autor





wtorek, 22 maja 2018

Czytelnicy książek żyją dłużej

Kolejna dobra wiadomość dla wszystkich tych, którzy lubią czytać książki oraz mocny argument aby wziąć książkę do ręki dla wszystkich tych, którzy książek nie czytają w ogóle. Naukowcy z uznanego na całym świecie Uniwersytetu Yale opublikowali w czasopiśmie "Social Science & Medicine" wyniki swoich badań nad wpływem czytelnictwa książek na długość życia człowieka. Studia trwające 12 lat objęły 3635 uczestników. Uczestnicy-wolontariusze, wszyscy w wieku emerytalnym, zostali podzieleni na trzy grupy. Jedna grupa składała się z osób, które nie czytały książek w ogóle. Druga grupa obejmowała osoby, które czytały do 3,5 godziny w tygodniu. Ostatnia grupa to osoby czytające ponad 3,5 godziny w tygodniu. W trakcie 12-letnich studiów stwierdzono, że czytający książki żyli prawie dwa lata dłużej niż nie czytający w ogóle, ponadto wykazano, że u wszystkich czytających książki szanse na przeżycie kolejnych 12 lat zwiększyły się o 17% a dla czytających dużo i regularnie nawet o 23%. W swoich badaniach naukowcy brali pod uwagę także wykształcenie, dochody i ogólny stan zdrowia.

Innymi słowy, na nasze zdrowie i długość życia mają wpływ nie tylko zdrowa dieta i dużo ruchu na świeżym powietrzu ale także czytelnictwo książek. Już pół godziny dziennego czytania zwiększa oczekiwaną długość życia o kilkanaście procent. Pozytywne skutki czytania książek pozostają jednak dalej niejasne. Badania wykazały jedynie bezpośredni związek pomiędzy czytaniem a długowiecznością ale nie odpowiedziały konkretnie na pytanie dlaczego tak się dzieje. Ale wyniki tych badań nie były kompletnym zaskoczeniem, ponieważ wiadomo od dawna, że czytanie książek poprawia zarówno łączność międzykomórkową w naszych mózgach jak również naszą empatię. Nie wspominając już o... poszerzaniu horyzontów, pobudzaniu kreatywności, wzmacnianiu koncentracji, redukcji stresu, poszerzaniu zdolności językowych, budzeniu uśpionych marzeń, poprawie samoświadomości i komunikatywności oraz zwykłej radości w odkrywaniu nowych światów, historii, ludzi, zdarzeń i emocji.  Kto czyta, zapomina o rzeczach i sprawach codziennych, zdobywa nową wiedzę,  relaksuje się i na dodatek żyje znacznie dłużej. Dlatego warto czytać książki, do czego wszystkich gorąco zachęcam.




czwartek, 17 maja 2018

Powrót do natury, ucieczka od cywilizacji czy zwykła mrzonka?

Powszechna tęsknota za radykalnym zwolnieniem szybkości życia i skoncentrowaniem się na tym, co najważniejsze w ludzkim życiu, to wynik działania sił odśrodkowych mocno zurbanizowanej rzeczywistości milionów ludzi oraz ich alienacji w nowoczesnych społeczeństwach. Coraz więcej ludzi, szczególnie mieszkańców wielkich metropolii Europy zachodniej, marzy o wielkiej ucieczce i powrocie na łono natury lub powrocie do urojonego raju. Jedni chcą porzucić swoje dotychczasowe, mało interesujące i mocno stresujące życie, inni chcą szukać w naturze odpowiedzi na  nurtujące ich egzystencjalne pytania, jeszcze inni marzą o bardziej sprawiedliwym i pokojowym świecie, odrzucając kategorycznie kapitalizm. Ten trend nie jest niczym nowym, w przeszłości było wiele przykładów nowoczesnych ucieczek od cywilizacyjnego porządku świata, ucieczek zarówno pojedynczych jak grupowych, taki był np. ruch hippisowski czy ruch New Age. Psychologia i socjologia znają więc nie od dzisiaj ten uspokajający stan: odnalezienie samego siebie w ciszy i spokoju to oaza zadowolenia i szczęścia. Bycie samemu nie oznacza automatycznie samotności (tego niechcianego, chorego i niszczącego człowieka stanu). Bycie samemu to nie tylko dobrowolna decyzja, to przede wszystkim bardzo ważna umiejętność, której można także się nauczyć aby doświadczyć wewnętrznego bogactwa duszy i zewnętrznego bogactwa natury. Odważnych nie brakuje ale niestety dla wielu uciekinierów to doświadczenie kończy się szybciej niż się zaczęło. Kto nigdy nie nauczył się spędzać czasu z samym sobą - tym samym nigdy nie nauczył się odzyskiwać wewnętrznego spokoju i osobistej równowagi tylko przez sam fakt bycia samemu - ten nie wytrzyma długo tego niezwykłego stanu emocjonalnej samotności i ciszy, bez telewizji, internetu, telefonu, prasy i wszechobecnych portali społecznościowych. Powrót na łono natury pozostanie zapewne dla większości tych ludzi marzeniem nie do zrealizowania. Zamiana przytulnego mieszkania lub przytulnego domu na namiot lub jurtę, bez prysznica i ciepłej wody, z toaletą w krzakach i zlewem w strumieniu, może trwać dwa lub trzy tygodnie letniego urlopu, ale takiej ascezy, trwającej miesiącami lub latami, nikt nie potrafi już sobie dobrowolnie narzucić. Najpóźniej gdy temperatura na zewnątrz spadnie poniżej zera lub po tygodniu obfitych opadów deszczu, większość uciekinierów rezygnuje z marzeń o wielkiej ucieczce i powraca do cywilizacyjnej codzienności. Ginąc ponownie i bezpowrotnie w wielkomiejskiej anonimowości, pozwalają zabić swój indywidualizm i wtedy nie pozostaje im  już nic innego, jak dopasować się do mocno wyśrubowanych wymagań społecznych i zapomnieć na zawsze próbę ucieczki od drapieżnej cywilizacji. Ale każda próba warta jest grzechu, nawet próba nieudana może stać się inspiracją do potężnych i daleko idących zmian w życiu pojedynczego człowieka.




środa, 25 kwietnia 2018

Leśna kąpiel

Drogi czytelniku tego bloga, kiedy ostatni raz zażywałeś leśnej kąpieli, tuliłeś drzewa do siebie, chodziłeś boso po mchu, siedziałeś na powalonym pniu, podziwiałeś wszystkie odcienie zieleni? Liczne badania naukowe wykazały, że ludzie regularnie odwiedzający lasy mogą wzmocnić swój układ odpornościowy nawet o 50% a efekt ten może utrzymywać się przez długi okres czasu. Leśne kąpiele są uznaną metodą terapeutyczną w Japonii i Stanach Zjednoczonych, która zapewnia dobre samopoczucie i zdrowie. Ten nowy trend zyskuje także w Niemczech coraz więcej zwolenników. Hotele i biura turystyczne oferują liczne wycieczki piesze i rowerowe z przewodnikiem a na wyspie Uznam rośnie już pierwszy las leczniczy w Europie ze ścieżkami medytacyjnymi i zakazem korzystania z telefonu komórkowego. Spacer po lesie to takie mieszczańskie i mało nowoczesne, ale leśna kąpiel to zupełnie co innego. Czym różni się leśna kąpiel od normalnego spaceru po lesie? W rzeczywistości nie ma żadnej różnicy ale brzmi bardzo ciekawie, nowocześnie i zdrowo. Wystarczy przejść się po lesie, godzinę lub dwie, bez ciągłego patrzenia na ekran telefonu, bez słuchawek na uszach, bez pośpiechu i myślenia o problemach życiowych i zawodowych. Leśna kąpiel to coś więcej niż zaczerpnięcie świeżego powietrza. Leśna kąpiel to ucieczka od codzienności i możliwość delektowania się przyrodą wszystkimi naszymi zmysłami. Najważniejszą rolą lasu to produkcja życiodajnego tlenu. Ale las to także niezwykle skuteczny filtr powietrza, jeden hektar lasu filtruje rocznie około 50 ton pyłów i sadzy. Ten gigantyczny odkurzacz pochłania do 99% wszystkich respirabilnych (wnikających do dróg oddechowych) cząstek pyłu z powietrza poprzez gromadzenie go na liściach i igłach. Deszcz zmywa potem te osady kompletnie. Ponadto las kształtuje klimat globalny i lokalny, ma wpływ na skład atmosfery ziemskiej, reguluje obieg wody w przyrodzie, chroni glebę przed erozją, pełni także funkcję wiatrochronną i obniża hałas cywilizacyjny.

Zdrowy i kwitnący las to moje naturalne ubezpieczenie na życie. Bardzo dużo czasu spędzam w lasach, pieszo z plecakiem lub na rowerze górskim. Mam szczęście, ponieważ w pobliżu mojego miasta znajdują się dwa duże kompleksy leśne (Uedemer Hochwald i Tüschenwald) oraz wspaniały rezerwat przyrody (Bislicher Insel), jeden z największych (obszar ochronny obejmuje około 10 kilometrów kwadratowych) terenów zalewowych w starorzeczu Renu na terenie Dolnej Nadrenii w zachodnich Niemczech, zimowej kwatery 25.000 dzikich gęsi z Arktyki oraz miejsce do życia dla wielu tysięcy innych ptaków np. kormoranów, bocianów, czapli oraz wielu gatunków dzikich kaczek. Wielokilometrowe i wielogodzinne wyprawy to mój sposób na odreagowanie cywilizacyjnego stresu. Bardzo gorąco polecam wyprawę do lasu o każdej porze roku, ale moim zdaniem najpiękniej jest w lesie wiosną, kiedy w cudowny sposób odradza się cała przyroda. Ogołocone z liści drzewa stanowią wspaniałą scenerię dla wiosennego spektaklu odrodzenia: fioletowy wawrzynek wilczełyko, biały zawilec gajowy, soczystożółty zawilec żółty, biały z jaskrawozielonymi liśćmi szczawik zajęczy przypominający do złudzenia koniczynę, niebieskofioletowa (niekiedy także błękitna, różowa lub biała) przylaszczka pospolita, to tylko niektóre z tych leśnych cudów, które tworzą wielokolorowy dywan lasu na wiosnę. Zachęcam także do odwiedzenia lasu krótko po letniej burzy, w nagrodę otrzymamy niesamowity koktajl zapachów mchu, próchnicy i żywicy.

Zamiast spaceru po lesie zafundujmy sobie zatem leśną kąpiel, bo las jest nie tylko naszym najlepszym przyjacielem, las może być także naszym terapeutą, spowiednikiem i ogromnym źródłem życiowej energii. Wędrując leśnymi drogami i bezdrożami warto sobie uświadomić jak wielkim i niezbędnym skarbem są lasy oraz jak bardzo jesteśmy od lasów uzależnieni. Przyroda poradzi sobie doskonale bez nas, lecz my bez przyrody zginiemy.



czwartek, 12 kwietnia 2018

Trudne tematy

Samobójstwo należy do tematów mocno kontrowersyjnych, czy wręcz tematów tabu, szczególnie w społeczeństwach wysoko rozwiniętych i  szczycących się wysokim standardem życia. Każdego roku odbiera sobie życie w Niemczech około 10.000 ludzi, natomiast prób samobójczych odnotowuje się prawie 15.000. Tym samym samobójstwa są prawie trzy razy częstsze niż wypadki śmiertelne na niemieckich drogach. Myśli samobójcze mogą wystąpić u każdego człowieka, bez względu na stan posiadania i poziom życia; fenomen samobójstwa występuje we wszystkich klasach społecznych.  Większość prób samobójczych dotyczy nastolatków i młodych dorosłych, częściej kobiet niż mężczyzn, ale to mężczyźni najczęściej odbierają sobie skutecznie życie. Mnie interesuje następujące pytanie: czy samobójstwo jest działaniem samolubnym czy może w pełni usprawiedliwionym? Ludzi, którzy odbierają sobie życie trudno zrozumieć, szczególnie tym, którym życie nie szczędziło trosk i rzucało kamienie pod nogi, pomimo to, budowali swoje życie z uporem, poszukując własnego szczęścia. Ale są ludzie, którzy popełniają samobójstwo, bo  nie widzą innego rozwiązania niż własna śmierć; podjęli trudną decyzję i realizują ją konsekwentnie do końca. Moim zdaniem samobójstwo nie jest grzechem, przynajmniej nie tak jak to widzi i ocenia kościół, ponieważ każdy człowiek ma prawo decydować o własnym życiu, i nie musi żyć na siłę, jeżeli jego ból, który nosi w sobie - fizyczny lub psychiczny, realny lub urojony - jest tak wielki, że jedynym wyjściem jest jego kres. Ale w żadnym wypadku nie jest najlepszym a już na pewno nie jedynym rozwiązaniem. Europejczycy dumni są ze swojej wolności i prawa do samostanowienia, śmierć samobójcza uważana jest za prawo do decydowania o swoim życiu, ale czym staje się ta wolność, kiedy człowiek dobrowolnie rezygnuje z cudu życia; to już nie jest wolność, to jest jej karykatura. Ale najgorszą rzeczą w każdym samobójstwie jest moim zdaniem fakt, że najwięcej i całkowicie niezasłużenie cierpią najbliżsi tych samobójców, którzy następnie bardzo często obwiniają się za tę nieoczekiwaną śmierć, że nie uważali, że nie zwrócili uwagi, że nie szukali okazji do rozmowy, że o niczym nie wiedzieli i nie słyszeli itd. Czym więc jest samobójstwo? Lekkomyślnością czy bezwzględnością? Protestem czy rezygnacją? Moim zdaniem jest to działanie tchórzliwe, ponieważ zawsze jest łatwiej poddać się, niż stawić czoła wyzwaniom, dodatkowo bardzo egoistyczne. Żaden człowiek  nie jest sam na tym świecie, nawet jeżeli jest święcie przekonany, że tak jest. Depresja  i zespół wypalenia zawodowego (Burn-out syndrom) stały się chorobami społecznymi, co jeszcze bardziej utrudnia możliwości przełamania kryzysów. Nie bez znaczenia jest także fakt, że nowoczesne społeczeństwa wywierają ogromną presję aby coraz więcej produkować i konsumować. Słabi psychicznie i wrażliwi ludzie nie nadążają i poddają się zbyt szybko. Zrażeni do życia i przytłoczeni ogromem problemów rezygnują zbyt szybko z walki. Istnieje zaledwie kilka powodów, które moim zdaniem  mogą ewentualnie usprawiedliwić śmierć samobójczą (np. nieuleczalna choroba, codzienna walka z bólem, całkowity paraliż ciała), ponieważ śmierć samobójcza to najgorszy sposób rozprawiania się z problemami życiowymi, bez względu na to, kto się zabija i w jaki sposób to czyni. Są to w większości niepotrzebne i bezsensowne śmierci. Trzeba koniecznie komuś zaufać, wtedy istnieje szansa na wyjście z kryzysowej sytuacji, przy czym nie musi to być obowiązkowo lekarz psycholog czy lekarz psychiatra. Bez szukania kontaktu i pomocy u innych ludzi, już sama myśl odebrania sobie życia może stać się ostatecznym wyrokiem.

Kilkukrotnie podejmowałem próby pisania wierszy o samobójstwie, szczególnie gdy dowiadywałem się o takim zdarzeniu np. gdy młodzi ludzie rzucali się pod podmiejskie pociągi. Chciałem zrozumieć powody, wczuć się w sytuację, rozważyć szanse i możliwość powrotu do normalnego życia. Sporo napisałem dotychczas na ten temat - za każdym razem było to dla mnie zadanie mocno intrygujące i emocjonalne, analityczne i filozoficzne - ale tylko dwa wiersze nie wylądowały ostatecznie w koszu. Dzisiaj prezentuję jeden z  nich.




środa, 21 marca 2018

Wiosna, wiosna, wiosna

Tego nie sposób nie zauważyć: świat wokół nas odradza się. Nastaje kolejna wiosna. Dni stają się coraz dłuższe, słońce pokazuje się coraz częściej, temperatura na zewnątrz rośnie, ptaki ćwierkają intensywniej i niestrudzenie budują gniazda, drzewa, krzewy i kwiaty zaczynają wypuszczać pąki, zwierzęta oczekują przyjścia na świat potomstwa. Przyroda odradzając się na nowo, budzi także ludzi z zimowego odrętwienia. Wiosna to czas odnowy i budzenia się wiosennych uczuć. Czy wiosenne uczucia istnieją naprawdę? Czy jest to tylko wytwór naszej wyobraźni? Jeżeli istnieją naprawdę, to co wpływa na tę wiosenną eksplozję uczuć?

Wielu naukowców przyjmuje, że uczucia wiosenne faktycznie istnieją. Jednak nie tłumaczą tego nagłym wzrostem poziomu hormonów płciowych w organizmie, lecz hormonem snu melatoniną i hormonem szczęścia serotoniną. Melatonina - hormon zdrowego snu i poprawnego rytmu biologicznego - jest produkowana przez szyszynkę, niewielki organ usytuowanym w naszym mózgu. W trakcie trwania okresu zimowego a także nocą jest to produkcja bardzo wzmożona, co sprawia, że ​​czujemy się bezwładni i apatyczni, zmęczeni i senni. Kiedy nadchodzi wiosna, wraz z nią wzrasta natężenie światła i ciepła, w wyniku czego nasz organizm wytwarza mniej melatoniny, przez co stajemy się bardziej aktywni. W tym samym czasie wzrasta produkcja serotoniny, co sprawia, że ​​stajemy się bardziej radośni. Hormony płciowe nie mają bezpośredniego wpływu na nasze wiosenne emocje, a tym samym na eksplozję wiosennych uczuć. Mężczyźni osiągają maksymalną produkcję testosteronu dopiero na początku lata, a równowaga hormonalna kobiet nie jest uzależniona od pory roku, zwłaszcza, że ​​znaczna część kobiet przyjmuje środki antykoncepcyjne, w związku z czym, ich organizmy nie podlegają hormonalnym wahaniom. To, że najwięcej dzieci poczętych jest na wiosnę jest także legendą, co potwierdzają statystyki urodzeń: według nich większość dzieci poczęta jest w drugiej połowie roku.
Niektórzy naukowcy zaprzeczają teorii wiosennych uczuć. Twierdzą, że sztuczne światło i ogrzewanie zapewniają nam nawet zimą wystarczający poziom serotoniny w organizmie, a wiosenne uczucia, uwarunkowane hormonalnie, według nich nie istnieją w ogóle. W rzeczywistości to zupełnie inne czynniki wydają się wpływać na nasze uczucia na wiosnę. Potrafimy przeżywać wiosnę wszystkimi zmysłami: zapachy mokrej ziemi, trawy i mchu budzą wspomnienia z ubiegłych lat i pozwalają cieszyć się na nadchodzące, kolejne lato. Ponadto wiosna, szczególnie pełnia wiosny w maju, oferuje wiele atrakcji wizualnych: słoneczne dni, kolory kwiatów i zieleń krzewów wyciągają nas z naszych domów na zewnątrz, dekolty sukienek i zgrabne łydki kobiet zwiększają naszą gotowość i chęć do flirtowania a tym samym uaktywniają i wzmacniają nasze wiosenne uczucia.
Osobiście jestem bardzo podatny na wiosenne uczucia i każda kolejna wiosna sprawia, że kwitnę wewnętrznie, nabieram sił żywotnych a także - co w moim przypadku jest niezwykle cenne - bardzo mocno i wyraźnie odczuwam cud i magię życia; to wszystko sprawia, że mój akumulator emocjonalny kipi życiową energią.



niedziela, 11 marca 2018

Starzeć się to żadna sztuka

Każdy człowiek, wcześniej czy później, zaczyna zastanawiać się nad swoją starością, ale każdy czyni to na swój niepowtarzalny sposób. Nie może być inaczej, bo przecież każdy człowiek jest inny. Przypominanie sobie o tym, co było piękne i interesujące w naszym życiu jest także częścią tego myślenia, im jesteśmy starsi, tym częściej i chętniej sobie o tym przypominamy. "Wielka szkoda, że to wszystko tak szybko minęło", mówią pesymiści i wyglądają przy tym na bardzo zmartwionych. "Co minęło już nie wróci", mówią optymiści i mrugając znacząco okiem, rozglądają się za nowym wyzwaniem. Wszystko zależy od nastawienia do własnego życia i do życia w ogóle. Ja także stawiam sobie pytania dotyczące mojej starości. Nie wiem jak będzie wyglądała, bo nie wiem czy pozostanę psychicznie i fizycznie w pełni sprawnym człowiekiem. Ale jedno wiem na pewno, nie chciałbym aby starość pozbawiła mnie moich wspomnień i prawa do samostanowienia, chciałbym pozostać nadal wolnym i niezależnym od nikogo człowiekiem. Tymczasem piszę o tym wiersze, obowiązkowo pozytywne w swoim przesłaniu, bez czarnowidztwa i popadania w panikę. Mam nadzieję, że “wykraczę sobie” pogodną starość.




czwartek, 8 marca 2018

Marcowa audycja Grażyny Kamień-Söffker na antenie Radia Flora. Hanower, 3.03.2018

Kolejna audycja "Gadu Gadu" autorstwa Grażyny Kamień-Söffker na antenie hanowerskiego Radia Flora zawierała tematy ważne i aktualne dla niemieckiej Polonii. W programie komentarz Grażyny Kamień-Söffker do listu marszałka Sejmu skierowanego do Polonii oraz jej krótka sonda wśród hanowerskich rodziców na temat dwujęzyczności, felieton Izabeli Nawrat o nauczaniu polskich dzieci żyjących w Niemczech języka ojczystego, felieton Katarzyny Piątkowskiej-Durki o trudach zakupów w Niemczech, mój felieton z okazji obchodzonego corocznie 21 marca Międzynarodowego Dnia Języka Ojczystego oraz  spotkanie Grażyny Kamień-Söffker z polskimi bezdomnymi w Hanowerze. Dzisiaj publikuję pełny zapis tej audycji, którą można wysłuchać także w zakładce Programy radiowe.

Pełny zapis audycji "Gadu Gadu" na antenie Radia Flora, wyemitowanej 3 marca 2018 roku






poniedziałek, 5 marca 2018

Paradoks cywilizacyjny

Jeszcze nigdy w historii ludzkiej cywilizacji człowiek nie posiadał tak wiele różnorodnych, bardzo szybkich i niezawodnych środków komunikacji, ale także jeszcze nigdy w historii ludzkiej cywilizacji człowiek człowiekowi miał tak mało do powiedzenia.

Symbole i znaki graficzne wypierają pismo, smileys mówią o nas więcej, niż my sami jesteśmy w stanie o sobie powiedzieć. Język ludzki redukowany jest do ultra krótkich wiadomości i symboli. W ciągu ostatnich sześciu lat smartfony całkowicie zmieniły nasze życie. Ale intensywne używanie telefonów komórkowych ma już daleko idący i negatywny wpływ na naszą sprawność umysłową i nasze zdrowie, czyniąc nas jednocześnie nieszczęśliwymi i nieproduktywnymi. Nowoczesny telefon komórkowy nie jest już symbolem statusu społecznego, ten mini komputer w kieszeni każdego człowieka obiecuje szybkie szczęście, pewność siebie a niezliczone źródła informacji dają poczucie sprawności intelektualnej. Dzięki laikom i niezliczonym wiadomościom otrzymujemy potwierdzenie i uznanie społeczne, a “bycie na bieżąco” daje nam poczucie bezpieczeństwa i kontroli. Ale ciągła interakcja coraz częściej wywołuje w nas złe uczucia, takie jak niezadowolenie, przemęczenie. Super nowoczesne, błyskotliwe urządzenie powoli niszczy nasze szczęście. Mimo to, nie rozstajemy się z naszym smartfonem. Dlaczego nie możemy się od tego urządzenia oderwać? Ponieważ smartfony uzależniają. Psychologowie twierdzą, że ​​przewijanie ekranu aktywuje te same procesy metaboliczne w mózgu co u narkomanów. Ciągła komunikacja z przyjaciółmi, znajomymi lub kolegami z pracy za pośrednictwem mediów społecznościowych, takich jak np. Facebook, wydaje się mieć największy potencjał uzależniający. Teza jest jednak bardzo kontrowersyjna. Jest oczywiście bardzo wielu ludzi, którzy nadmiernie używają swojego smartfona. Ale to, czy spełniają kryteria uzależnienia, czyli uznanej choroby psychicznej, jest jeszcze zbyt mało zbadane. "Uzależnienie od smartfona" jako kategoria diagnostyczna nie istnieje w żadnych podręcznikach klasyfikacyjnych dla psychologów i psychiatrów. Niemniej, zdajemy już sobie coraz częściej sprawę, że jesteśmy wyczerpani informacjami, które nieustannie nas atakują. Nasze mózgi są całkowicie przeładowane obfitością informacji i nieustanną komunikacją z dziesiątkami lub setkami ludzi. W najgorszym przypadku zależność ta prowadzi do kompletnego wypalenia i w rezultacie do ciągłej bezsenności, wewnętrznej pustki, apatii i utraty sensu życia. Pytanie tylko, co robić aby nie wpaść w całkowite uzależnienie? Odpowiedź jest tylko jedna. Świadome ograniczanie konsumpcji elektronicznej, którą oferują telefony komórkowe w naszym codziennym życiu, jest jedyną rzeczą, która może przynieść pożądany efekt na dłuższą metę. Nasze mózgi potrzebują takiego odpoczynku od elektronicznych mediów, bo inaczej możemy wpaść w poważne tarapaty zdrowotne. Człowiek nie jest stworzony, aby być ciągle on-line. Pozwólmy naszym telefonom, z szacunku dla własnego zdrowia, pozostawać na dłużej w szufladach.

Chociaż należę do pokolenia, wychowanego na  doskonałej literaturze fantastycznonaukowej, to jednak mam poważne kłopoty aby wyobrazić sobie świat za 30 lat. Do tego czasu dokonana się i w pełni zmaterializuje kolejna rewolucja cywilizacyjna, tym razem rewolucja cyfrowa. Pytanie tylko, czy pozostaniemy w dalszym ciągu panami tego świata? czy może staniemy się niewolnikami cyfrowej inteligencji? w pełni od niej uzależnieni i ubezwłasnowolnieni? żyjącymi w takt komputerowych procesorów i stosownie do programowych algorytmów?



wtorek, 27 lutego 2018

Radio Flora w Hanowerze zaprasza na kolejną, nie tylko polonijną audycję "Gadu Gadu"

Zapraszam w najbliższą sobotę, 3 marca 2018 roku o godzinie 12.00, do wysłuchania audycji w języku polskim, emitowanej na antenie Radia Flora w Hanowerze. W audycji przygotowanej i prowadzonej przez jej autorkę Grażynę Kamień-Söffker, oprócz aktualnych tematów polonijnych, będzie można wysłuchać mojego felietonu, który przygotowałem w związku z obchodzonym corocznie 21 lutego Międzynarodowym Dniem Języka Ojczystego.






środa, 21 lutego 2018

Międzynarodowy Dzień Języka Ojczystego, 21 luty 2018

21 lutego każdego roku obchodzony jest Międzynarodowy Dzień Języka Ojczystego. Jest to bardzo ważne święto, zważywszy na wagę i znaczenie języka jako środka komunikacji międzyludzkiej, jako dobra kulturowego narodów ale przede wszystkim, jako nośnika tożsamości narodowej. Międzynarodowy Dzień Języka Ojczystego został proklamowany na 30 Sesji Konferencji Generalnej UNESCO 17 listopada 1999 roku dla podkreślenia różnorodności językowej świata a także w celu zwrócenia uwagi społeczności światowej na języki zagrożone i ginące. Dzień 21 lutego nie został wybrany przypadkowo: ma upamiętniać wydarzenia z 1952 roku, kiedy to w miejscowości Dhaka, obecnej stolicy Bangladeszu, zginęło 5 studentów, którzy domagali się przyznania językowi bengalskiemu statusu języka urzędowego.

Dzień ten nabiera szczególnego znaczenia dla wszystkich mniejszości narodowych, których języki są bardzo poważnie zagrożone wyginięciem, jako że znaczna część języków świata istnieje bardzo często tylko w formie mówionej. Każda utrata języka zubaża ludzkość i jej dziedzictwo, ponieważ każdy język to trochę inny obraz naszego świata, swoisty sposób rozumienia rzeczywistości i patrzenia na nią ze ściśle określonej perspektywy. Język polski, który jest jednym z 25 największych języków na świecie, bo posługuje się nim prawie 46 milionów ludzi w Polsce i poza jej granicami, nie jest na szczęście zagrożony ale moim zdaniem przeżywa obecnie pewien kryzys. Jest wiele przyczyn tego stanu rzeczy, ale najważniejsze z nich to masowe korzystanie z mediów i komunikatorów elektronicznych, co ma znaczny wpływ na jakość języka mówionego i pisanego, słabnące z roku na rok czytelnictwo książek oraz tendencja do upraszczania języka codziennego. Polacy mówią niestarannie i nie przywiązują wagi do poprawności językowej. Polszczyzna przesycona nadmiernie anglicyzmami, staje się coraz bardziej potoczna, często rubaszna i niestety także często wulgarna.

Międzynarodowy Dzień Języka Ojczystego obchodzony jest w Polsce z należytym szacunkiem i przekonaniem o ważności języka i jego roli w życiu współczesnego Polaka oraz jest okazją do wielu dyskusji i rozważań na temat nauczania języka ojczystego, które jest kluczem do wysokiej jakości edukacji, która z kolei pozwala na pełne uczestnictwo w rozwoju społecznym. Szczególnie polskie szkoły włączają się intensywnie w obchody tego święta i wraz z wybitnymi naukowcami, językoznawcami i ludźmi kultury przedstawiają naukowe spojrzenie na język polski, jako czynnik wzbogacający człowieka, kształtujący jego ideały, wrażliwość etyczną, wyobraźnię i procesy myślowe.

Międzynarodowy Dzień Języka Ojczystego jest dla niemieckiej Polonii kolejną okazją do zintegrowania sił i środków oraz zintensyfikowania wszelkich działań na rzecz powszechnej możliwości nauki języka polskiego w niemieckich szkołach. Podpisany w w czerwcu 1991 roku pomiędzy Polską a Niemcami „Traktat o dobrym sąsiedztwie i przyjaznej współpracy” jest bazą dla tych działań. Problemem pozostaje nadal niejednolity system szkolny w Niemczech oraz fakt, że sprawy oświaty należą do kompetencji krajów związkowych  a nie federacji, a co za tym idzie, to kraje związkowe decydują o stopniu, poziomie i powszechności nauczania języka polskiego oraz jego dostępności. Co prawda, na pograniczu niemiecko-polskim istnieją już dwujęzyczne gimnazja, ale są to jednostkowe programy specjalne, niereprezentatywne dla obszaru całych Niemiec. Problemem pozostaje także niekompletna infrastruktura nauczania języka polskiego i brak kadry nauczycielskiej. Sytuacja na dzień dzisiejszy jest niezadowalająca ale należy stwierdzić, że realizowane są liczne projekty dla poprawy sytuacji, poprzez różnorodne formy kształcenia, na przekór obiektywnym trudnościom i niedostatecznym finansom a liczba uczniów objętych nauczaniem języka polskiego rośnie powoli acz nieustannie. Nauczanie języka polskiego w Niemczech to oprócz walorów edukacyjnych, także promowanie polskości, upowszechnianie wiedzy o Polsce, polskiej kulturze, tradycji i historii.

Międzynarodowy Dzień Języka Ojczystego to bardzo ważne święto, prowokujące do podnoszenia świadomości językowej i kształtowania poczucia odpowiedzialności za język ojczysty. Dbajmy więc o nasz język ojczysty, ponieważ daje on nam poczucie przynależności do narodu polskiego, bez względu na to, do jakich należymy środowisk i pokoleń oraz w jakiej części świata żyjemy.



piątek, 9 lutego 2018

Moje fascynacje muzyczne - Emerson, Lake and Palmer

Był początek roku 1970, czterech muzyków postanowiło spotkać się w sierpniu, celem tego spotkania miało być założenie nowej grupy rockowej HELP, w składzie Jimmy Hendrix-gitara, Keith Emerson-instrumenty klawiszowe, Grek Lake-gitara, gitara basowa i śpiew i Carl Palmer-instrumenty perkusyjne. Niestety muzycy  nie zdążyli spotkać się w tym składzie i razem zagrać. Nieoczekiwana śmierć Hendrixa przekreśliła te plany bezpowrotnie. Z nazwy zespołu pozostały zatem tylko trzy litery ELP ale pomysł założenia nowej grupy muzycznej nie upadł i muzycy postanowili go zrealizować. Tak powstała grupa Emerson, Lake & Palmer. Debiutancki album E,L&P zatytułowany "Emerson, Lake & Palmer" został nagrany już w grudniu 1970 roku, a bardzo znana ballada "Lucky Man" jest chyba najpopularniejszym utworem z tego albumu. Grupa E,L&P jest typowym przedstawicielem progresywnego rocka, a charakterystyczne brzmienie grupy to połączenie muzyki rockowej z długimi improwizacjami (przede wszystkim organowymi) oraz licznymi elementami muzyki klasycznej i jazzowej. Kolejne albumy powstają bardzo szybko: już w 1971 roku "Tarkus" i "Pictures At An Exhibition", w 1972 roku "Trylogy". Koncerty grupy E,L&P przyciągają w tym czasie tłumy a ich utwory zajmują czołowe miejsca na światowych listach przebojów. Po szalonym okresie intensywnych nagrań studyjnych w połączeniu z licznymi koncertami na żywo, muzycy postanawiają w 1974 roku zrobić sobie trzyletnią przerwę. Powracają na muzyczną scenę w 1977 roku rewelacyjnymi, bijącymi rekordy popularności koncertami i kolejnymi albumami. Ale już w 1979 roku, zaledwie po dwóch latach ponownego grania, grupa E,L&P przestała oficjalnie istnieć. W 1991 roku muzycy postanawiają jeszcze raz spróbować, nagrywają wspólnie album "Black Moon" i wyruszają w wielką trasę koncertową promującą ten album. W 1996 następuje definitywny koniec działalności grupy E,L&P.  W marcu 2016 zmarł Keith Emerson (nazwany przez brytyjczyków Hendrixem organów Hammonda), a w grudniu 2016 Grek Lake. Tylko perkusista grupy Carl Palmer jest nadal aktywny muzycznie.

Nie potrafię dzisiaj dokładnie i precyzyjnie powiedzieć kiedy i w jakich okolicznościach usłyszałem o tej grupie po raz pierwszy. W latach siedemdziesiątych słuchałem regularnie audycji "MiniMax" w radiowej trójce, w każdą niedzielę od 22.00 do 24.00, w której jej autor Piotr Kaczkowski prezentował ciekawe zespoły i bardzo często całe albumy, które ja nagrywałem sobie na kasety lub na taśmy magnetofonowe, więc zakładam, że mogła to być właśnie ta audycja To, co tego wieczoru usłyszałem przygwoździło mnie dosłownie do radia i wzbudziło mój wielki podziw, chociaż progresywny rock, nie był wtedy tym kierunkiem muzycznym, który interesował mnie najbardziej. Ale prezentowany w tej audycji album, nagrany w grudniu 1970 roku na żywo na jedynym z koncertów grupy zatytułowany "Pictures At An Exhibition", zafascynował mnie ogromnie (może dlatego, iż nigdy przedtem nie słuchałem takiej muzyki) i fascynuje do dzisiaj. Nawiasem mówiąc, chociaż ten album nie ukazał się jako kolejna, regularna płyta grupy, i dlatego nigdy nie był profesjonalnie promowany na rynku muzycznym, to jednak sprzedał się w milionowych nakładach i nadal jest sprzedawany. Posiadam w moich zbiorach muzycznych całą dyskografię grupy Emerson, Lake & Palmer (a jest tego naprawdę bardzo dużo) ale jednak najczęściej słucham płyty "Obrazki z wystawy" czyli w oryginale "Pictures At An Exhibition", genialnego albumu od słuchania którego jestem wprost uzależniony.

Nie mógłbym w tym miejscu zaprezentować w całości mojej ulubionej płyty E,L&P w wersji audio ze względu na obszerność materiału oraz prawo licencyjne, ale na całe szczęście mamy YouTube, gdzie odnalazłem kompletne nagranie koncertowe "Pictures At An Exhibition", do wysłuchania którego teraz zapraszam.





piątek, 2 lutego 2018

Magia Księżyca to kwestia perspektywy spojrzenia

W astrologii Księżyc odgrywa tak samo ważną rolę jak Słońce i inne planety. Jedyny satelita Ziemi ma istotny wpływ na warunki panujące na naszej planecie: równoważy orbitę Ziemi ze Słońcem, tym samym umożliwia życie, wpływając na naturalne procesy, odgrywające się na Ziemi. W tym sensie, ludzkie życie jest także zależne od faz Księżyca, który steruje procesami przypływów i odpływów mórz i oceanów, nagłych spiętrzeń fal morskich i odkształcania się skorupy ziemskiej. Ponadto Księżyc odgrywa ważną rolę w spirytualizmie i magii. Pełnia Księżyca uważana jest za czas wzmożonej mocy duchowej oraz za dobry czas dla wszelkich idei i wizji. Natomiast nów Księżyca to dobry czas na przeniesienie magicznych mocy na przedmioty i ludzi oraz skuteczny czas na wykonywanie czynności rytualnych i medytację. Ale zarówno pełni jak nowiu Księżyca,  w równej mierze, przypisuje się szczególnie skuteczne przekazywanie energii. Nów to początek nowego, a początek i koniec wszelkich rzeczy i czynności przeplatają się w naszym życiu nieustannie i ich wzajemne oddziaływania regulują nasze życie. Nie trzeba być koniecznie religijnym człowiekiem aby dostrzec w swoim życiu ważną misję i realizować ją z uporem aby nadać życiu właściwego i pełnego sensu. Wystarczy  mocna wiara, że każdy koniec jest jednocześnie początkiem czegoś nowego i godnego mojego zaangażowania. Wtedy nie straszne będą liczne upadki, przegrane i utraty. Bo koniec jest zawsze początkiem, tak jak nów Księżyca jest początkiem wszystkich kolejnych jego faz.




czwartek, 25 stycznia 2018

Protest

Jeszcze nigdy w historii ludzkości nie było na świecie tyle nienawiści, religijnych i etnicznych konfliktów, kryzysów, zatargów, zbrojnych ataków terrorystycznych, wojen, okupacji i zbrodni wobec ludzkości co w XXI wieku. Od kiedy istnieje ludzkość zawsze były zatargi i wojny ale nigdy w takim wymiarze co aktualnie. Mówi się, że mamy wojny, ponieważ różne są kultury i religie, i te muszą się wzajemnie zwalczać. To fakt niezaprzeczalny, ale tak naprawdę powody są inne; to władcy, przywódcy i dyktatorzy wypowiadają i prowadzą wojny, ponieważ chcą mieć więcej wpływów, więcej bogactwa, więcej zasobów naturalnych, więcej terenów do życia, więcej władzy. To nie świat zwariował, to zwariowali ludzie, którzy za nic mają demokrację i jej wartości. Najbardziej winne są fanatyczne religie i chore ideologie nacjonalistyczne lub ich połączenie w jeden chory system; mieszanka mocno wybuchowa i bardzo agresywna. Konsekwencją licznych konfliktów na świecie są, oprócz cierpienia milionów ludzi i śmierci setek tysięcy, także olbrzymie fale migracyjne. Miliony ludzi uciekają od wojen, cierpienia i śmierci, tym samym niewyobrażalnie obciążając kraje, które je przyjmują. Niemieckie elity polityczne przeforsowują prawo pobytu dla uciekinierów wbrew opinii własnego narodu, który jest aktualnie tylko w swojej mniejszości nastawiony pozytywnie do uciekinierów i szukających lepszego życia w Niemczech, co z kolei może sprowokować kolejny wewnętrzny  konflikt w Niemczech i powrót do nacjonalistycznych przekonań i zachowań. Ludzie w Europie, także w Niemczech, boją się arabskiej mentalności i mahometanizmu, nowej fali terroru i równoległego społeczeństwa, żyjącego według swoich praw i zasad, jednocześnie lekceważącego zasady współżycia i prawa społeczeństwa, które je przyjęło pod swój dach (przykładów takich zachowań jest aż nadto). Ale za postawy humanitarne i gotowość do pomocy trzeba zapłacić ogromną cenę. W tym miejscu muszę podkreślić olbrzymie obciążenie niemieckiego podatnika związane z masowym exodusem, które szacuje się łącznie na 30 do 50  miliardów Euro rocznie (tak naprawdę nikt nie wie jak wysokie są to koszty, można je aktualnie tylko oszacować), co także jest powodem do niezadowolenia społecznego oraz licznych protestów miast i gmin niemieckich, które nie wytrzymując takiego finansowego obciążenia, wstrzymują inwestycje lokalne. Otwartość państwa niemieckiego i jego gotowość do pomocy kosztuje miliardy Euro i prowokuje głęboką polaryzację społeczeństwa, w efekcie podatny grunt dla nowych konfliktów i rozłamów społecznych.

Niemiecki Instytut Badania Konfliktów Międzynarodowych (Heidelberger Institut für Internationale Konfliktforschung) podał w swoim corocznym barometrze konfliktów (Konfliktbarometer), że w 2016 roku na całym świecie wydarzyły się łącznie 402 konflikty, z czego 225 niezwykle ostre i gwałtowne (w tym także zbrojne). Są to dane szokujące i zatrważające. Czy ludzkość nie jest w stanie żyć w pokoju? Czy skazani jesteśmy na nieustające konflikty i wojny? Wygląda na to, że powszechny pokój na świecie i wśród wszystkich jego mieszkańców pozostanie do końca świata w sferze pobożnych życzeń! I coraz trudniej pozostać optymistą!




piątek, 19 stycznia 2018

Moje fascynacje muzyczne - Janis Joplin

75 lat temu, dokładnie 19 stycznia 1943 w Port Arthur w amerykańskim stanie Texas urodziła się Janis Joplin, pierwsza w historii kobieta-ikona bluesowej i rockowej sceny muzycznej oraz kultury hipisowskiej. Piosenkarka, której głos był tak niepowtarzalny, charakterystyczny, charyzmatyczny i od pierwszego tonu natychmiast rozpoznawalny, była w rzeczywistości kobietą niezwykle wrażliwą, niepewną siebie i łatwą do zranienia, co przełożyło się w pełni na jej postawę zewnętrzną wobec świata. Jej kariera rozpoczęła się 1966 roku, kiedy została przyjęta do grupy Big Brother And The Holding Company, z którą nagrała dwie płyty. Jej niesamowite koncerty na żywo, aż po utratę wszelkich sił, ryzykowna gra z alkoholem i ciężkimi narkotykami oraz rozwiązłość seksualna i dosyć brudny sposób mówienia, pełny przekleństw, przeszły już do historii, ale Janis Joplin, jej chrapliwy głos i niesamowite interpretacje, buntownicze i dramatyczne teksty jej piosenek żyją nadal, bo wielcy artyści są nieśmiertelni. Janis Joplin zmarła 4 października 1970 roku w wieku 27 lat po przedawkowaniu heroiny a jej prochy zostały rozrzucone gdzieś na Pacyfiku. Dzisiaj miałaby 75 lat.

Byłem nastolatkiem, kiedy w sierpniu 1969 roku po raz pierwszy usłyszałem o Janis Joplin. Wtedy słuchało się Radia Luxemburg i innych zachodnich rozgłośni radiowych i stamtąd dowiadywaliśmy się o muzycznych nowościach, w tym także o głośnym Festiwalu w Woodstock, kamieniu milowym wszelkich festiwali muzycznych i oczywiście o jego śpiewających i grających gwiazdach. Janis Joplin była już wtedy wielką gwiazdą ale jej występ z grupą Kozmic Blues Band nie należał jednak do najlepszych w jej karierze muzycznej; była pod wpływem alkoholu, jej głos był słaby i załamywał się, niemniej występ na Woodstock przeszedł dumnie do historii. W moich muzycznych zbiorach posiadam kompletną  dyskografię Jenis Joplin, wszystkie albumy wydane za jej życia i te wydane pośmiertnie. Ta muzyka była odbierana przez pokolenie moich rodziców jako muzyczny hałas i chaos, dla mnie była zawsze poruszająca i autentyczna. Wydawałoby się, że muzyka rockowa i poezja to dwa nieporównywalne ze sobą światy, ale w rzeczywistości zarówno muzyka rockowa jak poezja mają ten sam wspólny cel: porwać, zaskoczyć, oczarować, rozładować emocje. Nic nie jest jednolite, ściśle określone i niezmienne: muzyka rockowa ma swoją poetycką stronę ale także poezja ma swoje rockowe oblicze.


Foto John Byrne Cooke


Janis Joplin - legendarna piosenka "Mercedes-Benz", wykonana a cappella i zarejestrowana w Sunset Sound Studio w Los Angeles 1 października 1970 roku na trzy dni przed śmiercią Janis. Piosenka oskarżająca i zarzucająca społeczeństwu szukanie szczęścia w posiadaniu rzeczy i odnajdywaniu go w bezwartościowych symbolach statusu społecznego. Nawet po prawie 50 latach od jej nagrania, tekst tej piosenki pozostaje nadal bardzo aktualny.




środa, 17 stycznia 2018

Wypalanie traw

Pisanie wierszy miłosnych, w najszerszym tego słowa znaczeniu, począwszy od wierszy nastrojowo-sentymentalnych, poprzez wyznania miłosne, aż do śmiałych erotyków, jest zadaniem trudnym, ponieważ łatwo wpaść w pułapkę, zastawioną przez sam temat. Miłość jest odwiecznym i nieśmiertelnym tematem, który od starożytności inspiruje wszelkich twórców, wśród nich szczególnie poetów. Na ten temat zostało już tyle powiedziane i napisane, że trudno jest znaleźć nowy pomysł na taką formę i treść wiersza, aby odbiegał on od ogólnie przyjętego stylu i sposobu opowiadania o miłości. Miłość niespełniona, bolesna, odrzucona, niechciana była i chyba pozostanie na zawsze źródłem inspiracji poetyckiej, chociaż także w tym temacie łatwo wpaść w przesadę i płaczliwość. Natomiast o miłości spełnionej, dojrzałej, odwzajemnionej pisać jest najtrudniej. Moim zdaniem nadal warto próbować pisać wiersze o miłości, poszukując takich form i sposobów wypowiedzi, które spełniając wymagania współczesnego języka, są równocześnie emocjonalne i ekspresyjne. Współczesny wiersz miłosny to wiersz nie powiedziany wprost a głębokich emocji i silnych wzruszeń należy doszukać się pomiędzy wersami. W tym właśnie tkwi cała magia i siła poezji, że czytelnik może sobie założyć okulary poety, popatrzeć na świat jego oczami i ze zdumieniem stwierdzić, że nagle rozpoznaje siebie samego w czytanym wierszu a także swoje uczucia, pragnienia, przeżycia i doświadczenia. Dobra poezja sprawia, że po przeczytaniu wiersza czytelnik jest przekonany, że poeta czuje dokładnie tak jak on i tak trafnie opowiada, że on sam nigdy nie byłby w stanie tego lepiej opowiedzieć. Wiersze jednego poety rzadko przypominają wiersze innego, ponieważ obaj patrzą na świat przez zupełnie różne okulary. Ta sama reguła dotyczy czytelników, każdy inaczej odbiera przeczytany wiersz. Taka jest subiektywna natura poezji. Subiektywny sposób pisania to także subiektywne czytanie, które pozostawia tyle możliwości interpretacyjnych, że można w wierszach wyczytać wszystko to, co chce się w nich wyczytać lub potrafi wyczytać.

Waldemar Kostrzębski - Wypalanie traw, recytuje autor






wtorek, 9 stycznia 2018

Moje lektury - Jan Skaradziński - "Rysiek"

Książka Jana Skaradzińskiego "Rysiek" to drugie wydanie jedynej na rynku biografii Ryszarda Rydla, która ukazała się nakładem wydawnictwa muzycznego In Rock. Od pierwszego wydania książki minęło 15 lat, które autor intensywnie wykorzystał aby dotrzeć do wielu świadków tamtych czasów i wydarzeń, przyjaciół, znajomych, sąsiadów, muzyków, którzy chętnie podzielili się swoimi wspomnieniami o Ryszardzie Riedlu, liderze kultowej grupy Dżem, człowiekiem nadzwyczajnym w swojej zwyczajności, charyzmatycznym  i utalentowanym artystą, obdarzonym niepowtarzalnym i natychmiast rozpoznawalnym głosem. Jest to książka o wielkim artyście i ułomnym człowieku, który żył w swoim świecie i próbował zamienić hipisowską utopię w rzeczywistość. Jest to książka o życiu i śmierci artysty, który sam się zniszczył. Dla wszystkich fanów Ryśka Riedla i miłośników jego talentu, do których ja także należę, jest to lektura obowiązkowa i fascynująca zarazem, ponieważ  już w trakcie czytania legenda Ryśka Riedla odżywa na nowo i w pełnym blasku.
 Pierwszy raz o zespole Dżem i Ryśku Riedlu usłyszałem na początku lat 80-tych, kiedy ukazał się ich pierwszy singiel "Paw", natomiast pierwszym albumem była kaseta "Zemsta nietoperzy", kupiona przeze mnie chyba w 1987 roku. To była kompletnie inna muzyka od tej, której słuchałem do tamtej pory. Pamiętam dokładnie jakie olbrzymie wrażenie zrobiła na mnie zawartość tej kasety: Koszmarna noc, Magazyn mód, Klosz, Boże daj dom, Uwierz Mirando, Uśmiech śmierci i Naiwne pytania słuchałem dzień w dzień i tak mi pozostało do dzisiaj. Posiadam w moich zbiorach tę historyczną już kasetę (można ją odtwarzać bez problemu) oraz wszystkie pozostałe albumy studyjne i koncertowe Dżemu, wydane na płytach CD. Słucham tej muzyki regularnie i bardzo chętnie, ale po przeczytaniu tej książki słucham już inaczej, mając przed oczami tego niepokornego artystę, genialnego i odważnego muzyka, który odważył się opowiedzieć w swoich piosenkach historię swojego życia, bo Rysiek opowiadał o sobie, o swoich fobiach, alkoholowych uzależnieniach, narkomanii i przeżytych kuracjach odwykowych, o swojej awersji do pracy fizycznej i niemożności porozumienia się z ojcem, ale przede wszystkim o swojej wielkiej miłości do muzyki.
"Ryśka Riedla brano powierzchownie za buntownika, tymczasem on od początku do końca pozostawał outsiderem - a to przecież nie to samo" to cytat z pierwszej strony tej książki, którą trzeba koniecznie przeczytać, bo jest to książka o ostatnim polskim hipisie. Zachęcam gorąco wszystkich do lektury tej książki a autorowi Janowi Skaradzińskiemu dziękuję za rzetelną, dziennikarską robotę.




czwartek, 4 stycznia 2018

Miłośnicy herbaty nie mają w Niemczech lekko

Miłośnicy kawy w Niemczech mogą z całą pewnością twierdzić, że mieszkają w kawowym raju. Kawa jest tutaj wszechobecna i do kupienia dosłownie wszędzie, nie bez bez znaczenia jest także ogromna różnorodność kawy na rynku, wiele sposobów jej parzenia i serwowania oraz przystępna cena. Kto chce się napić kawy na mieście, nie ma z tym żadnego problemu. Problem natomiast mają ludzie, namiętnie pijący herbatę. Herbata jest w Niemczech lekceważona i traktowana po macoszemu. Gastronomia niemiecka nie traktuje herbaty z należnym szacunkiem i podaje ją byle jak. Zamawianie herbaty w restauracjach niemieckich nie jest więc dobrym pomysłem. Oczywiście zdarzają się szczytne wyjątki i ciekawe lokale, gdzie podają doskonałą herbatę w doskonały sposób ale te tylko potwierdzają regułę. Miłośnicy herbaty w Niemczech mają zatem do wyboru, przestawić się na kawę lub wyemigrować. Albo do Chin albo do tego rejonu Niemiec, gdzie doskonale wiedzą jak parzyć i podawać herbatę. Tym regionem jest Fryzja wschodnia (Ostfriesland), region położony w północno-zachodniej części Niemiec w kraju związkowym Dolnej Saksonii (Niedersachsen). Region ten składa się z powiatów Aurich, Leer i Wittmund a także niezależnego miasta Emden. Fryzja wschodnia leży na wybrzeżu Morza Północnego i obejmuje nie tylko stały ląd ale także wschodniofryzyjskie wyspy (Ostfriesische Inseln) Borkum, Juist, Nordeney, Langeoog i Spiekeroog. Mieszkańcy tego regionu uważani są za małomównych, marudnych i prostolinijnych, ale  jeżeli chodzi o ilość wypijanej przez nich rocznie herbaty, to biją na głowę nie tylko mieszkańców innych krajów związkowych w Niemczech ale także takie potęgi herbaciane jak Turcję, Afganistan, Libię czy Wielką Brytanię, gdzie herbata jest napojem narodowym. Spożycie herbaty we Fryzji wschodniej wynosi 300 litrów na głowę mieszkańca. To jest rekord światowy. Mieszkańcy Fryzji wschodniej piją herbatę według starej i dokładnie przestrzeganej tradycji. Ceremonia picia herbaty przedstawia się następująco: najpierw do filiżanki wkładany jest cukier kandyzowany (Kluntje), następnie wlewana jest świeżo zaparzona czarna herbata (schwarzer Tee), zwieńczeniem całego procesu jest łyżka śmietany (Wulkje). Herbaty tak podanej nie wolno w żadnym razie zamieszać - mieszanie świadczy o dyletantyzmie pijącego herbatę i jest źle widziane - najpierw delektujemy się chłodną śmietaną, następnie gorącą, aromatyczną i gorzką herbatą, na koniec słodkim, osadzonym na dnie filiżanki cukrowym syropem. Każdy uczestnik takiej ceremonii powinien wypić co najmniej trzy filiżanki tak podanej herbaty lub dowolnie więcej, nigdy mniej.
Spożycie herbaty w Niemczech wzrasta powoli z roku na rok (to jest fakt bardzo pocieszający), preferowana jest przede wszystkim herbata czarna, chociaż trzeba przyznać, że także herbata zielona zyskuje coraz więcej zwolenników. Herbata najczęściej spożywana jest tu zimą, latem nie ma zbyt wielu jej amatorów.
Ja osobiście bardzo lubię czarną herbatę, we wszystkich jej odmianach gatunkowych (stawiam na różnorodność smaków, aromatów i odcieni naparów), odpowiednio zaparzoną i podaną. Nie piję dużo ale regularnie i w określonych porach. Ale muszę się publicznie przyznać, że moim najpierwszym napojem, rozpoczynającym każdy nowy dzień, jest mocna kawa z automatu, z odrobiną cukru i kroplą śmietany.
Gwoli ścisłości powinienem dodać, że w Niemczech nie brakuje sklepów (Teehaus), wyspecjalizowanych w sprzedaży herbat z całego świata i wszystkiego tego, co z herbatą jest związane, także ilość i oferta sklepów internetowych jest w tym temacie przeogromna, ale to czego brakuje - i na co ja się uskarżam -  to brak herbaciarni z prawdziwego zdarzenia, gdzie można w spokoju delektować się aromatem i smakiem doskonale zaparzonych herbat. Ale co kraj to obyczaj.




poniedziałek, 1 stycznia 2018

Grudniowa audycja Grażyny Kamień-Söffker na antenie Radia Flora. Hanower, 2.12.2017

Kolejna audycja "Gadu Gadu" autorstwa Grażyny Kamień-Söffker na antenie hanowerskiego Radia Flora zawierała tematy ważne i aktualne dla niemieckiej Polonii. W programie rozmowa Grażyny Kamień-Söffker z aktywistami Niemiecko-Polskiego Stowarzyszenia Pomocy POLDEH e.V. w Brunszwiku  oraz z Darią Adamczyk - szefową sztabu WOŚP w Hanowerze - o stanie przygotowań do finałowego grania orkiestry w styczniu 2018, przedświąteczny felieton Katarzyny Piątkowskiej-Durki oraz mój felieton o emigracji z okazji obchodzonego 18 grudnia Międzynarodowego Dnia Migrantów. Dzisiaj publikuję pełny zapis tej audycji, którą można wysłuchać także w zakładce Programy radiowe.

Pełny zapis audycji "Gadu Gadu" na antenie Radia Flora, wyemitowanej 2 grudnia 2017